Cztery oblicza muzyki folkowej: Dziewanna, Dym, Czeremszyna, Werchowyna

Szczypta fantastyki głęboko osadzona w tradycji i alternatywne, ale jako sensowne spojrzenie na rodzimą kulturę – to dwie twarze. A kolejne dwie to ćwierćwiecza ujęte  retrospekcyjnymi albumami muzycznymi. Słowem cztery oblicza muzyki, które są niczym cztery twarze Światowida.

Muzyka słowiańska to bardzo szerokie pojęcie, a w Polsce tworzona jest w różnych środowiskach muzycznych od tradycyjnego folku po pagan/black metal. W tym artykule zawężę trochę te granice do szeroko rozumianego folku. Zatem po kolei.

Dziewanna „Dziwadło”: Poezja, fantasy i duch gór

Tuż przed końcem 2019 roku światło dzienne ujrzało „Widziadło”. Muzyczny Projekt Dziewanna, którego szefową i główną siłą napędową jest Agnieszka Suchy (ex. pieśniarka rozwiązanej folkmetalowej formacji Othalan), to z jednej strony swoista kontynuacja tego, co grał rzeczony Othalan, a z drugiej swoista, muzyczna kontynuacja tej drogi. Debiutancki album łączy w sobie co najmniej kilka muzycznych ścieżek: fantasy folk, medieval folk i folkrock ale również jest tu miejsce na ambient, poezję śpiewaną i akustyczny neofolk. A wszystko to zostało w przemyślany sposób spięte klamrą melodyjnego, artystycznie dopracowanego folkmetalu.

Od pierwszych zagranych nut (kawałek zatytułowany „Dnieje”) słowiańsko-wikiński klimat zgrabnie łączy się z duchem gór, gdzie góralsko brzmiące skrzypce gładzą ucho i duszę. Ten wstęp do krainy Widma Brockenu wchodzi następnie w muzyczny dialog z szeroko rozumianą nutą słowiańską i neo-średniowieczną. Dziewanna nie szczędzi słuchaczom nastrojowo podanej gitary akustycznej w poetyckim wydaniu, wplatając w teksty wiele motywów ze słowiańskich wierzeń i mitów. Dzięki temu neofolkowa wersja „Świergołuszki” – świetnie znanej koneserom rodzimej nuty folkowej i pagan-folkowej – tu zdecydowanie kojarzy się brzmieniowo z kultową czołówką Robin Hooda z repertuaru Clannad. I gdy nastrój balladowo-nostalgiczny zaczyna przeważać, gromowładny Perun wprowadza do muzyki dużą szczyptę prądu a nuta wraca na folkrockowo-metalowe tory, jednocześnie nie tracąc nic z klimatu fantasy.,

To jest kolejny wielki plus tej płyty – świetnie dobrane proporcje między emocjami, delikatnym fletem, śpiewnymi skrzypcami a drapieżnymi, gitarowymi riffami. Dziewanna rusza też muzycznie na południe Europy: „Oj, ružice” w neo-celtyckim wydaniu brzmi świeżo i jednocześnie stanowi świetny materiał do akustycznego grania przy biesiadnych ogniskach. W końcówce brzmienie staje się bardziej surowe i łagodnie przechodzi w klimaty skandynawskie, by rockowym (i tytułowym) „Widziadłem” zakończyć krążek.

DYM „Dym”: W półmroku łysogórskich kuźni

Świętokrzyskie (właściwie: łysogórskie) klimaty dobrze kojarzą się z krzemieniem pasiastym, niewysokimi ale wciąż skrywającymi wiele tajemnic górami, kolebką rodzimego hutnictwa i wciąż żywym siedliskiem ludowych legend. DYM to niezwykle ciekawy projekt wyrosły wśród załogi Studium Instrumentów Etnicznych, (kierowanym przez Piotra Stefańskiego) którzy podjęli się próby współczesnego zmierzenia się z olbrzymim spectrum słowiańskiego ducha rodem z łysogórskich okolic. Skorzystam z prawa cytatu:

Wyobraźcie sobie starożytny świt w Górach Świętokrzyskich. Poranne mgły gęstnieją od dymu z pieców hutniczych… połacie wyciętego lasu, gromadzona ruda żelaza, wypalany węgiel drzewny. Obrazek przypominający „Oko Saurona” z Władcy Pierścieni. Śpiew ptaków zastępuje muzyka kowadeł i pracujących miechów. Starożytna świętokrzyska rzeczywistość–  tak mówią o swoim projekcie jego twórcy. [5]

I rzeczywiście – utwór „Kowalski” to właśnie jeden z takich muzycznych obrazów, gdzie folkowy rytm przełamują medieval-industrialne dźwięki kowadeł i gitary elektrycznej. Ale nie zawsze tak to brzmi. Na przykład w  „Warkoczach” prym wiodą chóralne głosy, naśladujące archaiczne brzmienie pieśni obrzędowych – tu jednak oparte w głównej mierze na transowej melorecytacji, przechodzącej w niepokojąco wykrzyczany protest song. Zakręcone to jak… warkocze – ale ta nieoczywistość jest wielką siłą DYM-u.

Dla odmiany „Maliny” to piękna miłosna liryka oparta o rytm płynącej rzeki i neofolkowo-psychodeliczne brzmienie z elementami progresywnego folk-rocka… A początek płyty, od którego by należał zacząć, to kawałek „Wszystko się kończy” i jest to pieśń (a właściwie stylizowana na tribal melorecytacja z transowym podkładem muzycznym) o wiecznym kole, o tym, że koniec jest początkiem… To koło prowadzi m.in. do wód.

„Nad brzegiem rzeki” zespół pięknie zestawił to, co łączy wszystkie dawne kultury – śpiew jako żywo przypomina mazowiecko-kieleckie ludowe zaśpiewy a rytm, to szamański trans Syberii i afrykańskie bębny i karaibskie kalimby. Kręcą się„Żarna” w których pracy (znów zacytuję): łączy się dzikość, męstwo i barbarzyński rytm z tęskną melodią kobiecych zaklęć, a wróżki zamieniają się w czarownice…

Debiutancki krążek DYMu to coś nowego w polskim folku. To próba powrotu do korzeni ale w sposób mistyczno-rozumowy. To rodzimy szamanizm, trans, słowiański duch, archaiczna surowość – ciekawa i udana próba odnalezienia sedna i miejsca w bombardowanym cyfrową informacją świecie kończącej się pierwszej dekady XXI wieku.

Czeremszyna „Tęsknoty”: Melodyjna transformacja muzyki  przodków i krewnych

Istniejący od ponad 25 lat zespół folkowy Czeremszyna i określający się jako „Podlaska Hodowla Muzyki Żywej”  znana jest doskonale z wysokoenergetycznych koncertów na żywo, tak w plenerach, jak i w klubach. Jej liderzy, Basia Kuzub Samosiuk i Mirek  Samosiuk walnie przyczynili się do wypromowania podlaskiej sceny folk i mającego wśród fanów status kultowego festiwalu „Z Wiejskiego Podwórza” (miejmy nadzieję, że w tym roku koronawirus zelży i w lipcu uda się tam pojechać).

Album „Tęsknoty” to brzmienie troszkę inne niż dotychczas – to płyta brzmieniowo bardziej nastrojowa czy wręcz nostalgiczna – nota bene zgodnie z tytułem… Nadal jednak wybrzmiewa tu niezmienna, pozytywna moc Czeremszyny.

Płyta rozpoczyna się znaną wschodnią pieśnią „Wysyłała maty”, w wersji balladowej. I muzyka płynie dalej jako „Kalyna Malyna”, w formie melodyjnej i nastrojowej. Odnajdziemy również utwoyy z elementami psychodelicznego folkrocka: „Czerez pole”, „Tycha, tycha” i „Oj kume”, „Tam u poli dwa duboczki”, „A tam w łuzi”, „Ty kazała”, „Mariczka” i „Czornomorec”. Dziesięć potężnych hitów folkowych, część przypomnianych z dawnych, jeszcze kasetowych wydań – tu w nowych wersjach. Wszystkie spięte klamrą tytułu – tęsknoty…

Czeremszyna w mistrzowski sposób już lata temu odświeżyła stricte tradycyjne pieśni swoich sąsiadów, babć i wujków, przekładając je na „język i brzmienie” współczesnego folku i jednocześnie wypracowując własne, niepodrabialne brzmienie.

Warto dodać, że każdy egzemplarz płyty jest wyjątkowy ze względu na okładkę. W dwóch drewnianych częściach tego specyficznego digipacku słoje układają się różnie, przez co każdy egzemplarz ma swój „odcisk palca”. I to też pokazuje jaka jest muzyka Czeremszyny – za każdym odsłuchem inna!

Werchowyna „Pływut’ Roky”: Wino im starsze tym lepsze

Stołeczna Werchowyna to niekwestionowana legenda rodzimego folku. I choć wyrosła na przywiezionych z badań terenowych i własnych fascynacji, a także poszukiwań wschodnich oraz wschodnio-południowych pieśni tradycyjnych to, podobnie jak Czeremszyna, zespół opracował własne, rozpoznawalne od razu brzmienie.

W tym roku niestety nie będzie kultowego koncertu w auli Politechniki Warszawskiej (koronawirus), którym od lat Werchowyna raczyła fanów i od którego to koncertu wielu liczyło początek muzycznego roku –  ale krążek „Pływut’ Roku” można słuchać na okrągło. Także z winyla!  [3]

Śpiewamy razem już 27 lat, ale melodie ludowych pieśni i ich proste ludzkie przesłanie ciągle nas urzekają. Mamy nadzieję, że naszą kolejną płytą przyczynimy się do tego, by te piękne ludowe pieśni przetrwały dłużej, choć przecież lata płyną… Repertuar jest różnorodny. Składają się na niego zasłyszane przez nas w różnych okolicznościach utwory liryczne i obrzędowe, które uznaliśmy za piękne i postanowiliśmy się ich nauczyć. [2]

Na repertuar krążka złożyły się pieśni z Polesia Wołyńskiego, Czeremchy Wsi, okolic Włodawy, Polesia Kijowskiego, od słowackich Łemków a także ze zbiorów Ludmiły Wostrikowej z tradycji cerkiewnej, weselnej i czumackiej. Są to m.in.„Pływut’ roky”, „Oj, huknu ja”, „Oj, letiły żurawli”, „A ked som iszou cez ten les”, „Sołowejeczko”, „Buło lito”, „Daruj wam Boże dolu szczasływu (Mnohaja lita)”. Okładkę zaprojektowała Czarli Bajka.

Wszystkie te cztery płyty, to ponadczasowe albumy z muzyką słowiańską w Polsce. I choć ich twórcy z różnych pieców chleb jedzą i mają kompletnie różne podejście do szeroko rozumianej muzyki słowiańskiej – to właśnie ten słowiański duch je łączy. Właśnie dlatego znalazły się w moim zestawieniu.

Bibliografia

  1. Werchowyna – koncert noworoczny 2015: https://www.youtube.com/watch?v=9_3H8oDrZ_0, dostęp: marzec 2020
  2. Czeremszyna – strona oficjalna: http://www.czeremszyna.pl/, dostęp: marzec 2020
  3. Festiwal „Z Wiejskiego Podwórza”: http://www.festiwalczeremcha.pl/, dostęp: marzec 2020
  4. Magazyn Folk24.pl http://www.folk24.pl, dostęp: marzec 2020
  5. https://www.youtube.com/channel/UC73jlhRbf3NmBvSnvUnPXzg, dostęp: marzec 2020
  6. Zdjęcie w tle, autor: Witt Wilczyński

Autor: Witt Wilczyński
Opublikowane za zgodą autora

Artykuł ukazał się również na: www.folk24.pl