Ładowanie

Trzy nowe twarze muzyki słowiańskiej: Djavena, Sutari i Slavic Jazz Underground

Trzy nowe twarze muzyki słowiańskiej: Djavena, Sutari i Slavic Jazz Underground

Folkmetal progresywny / etno-ambient/ etno-jazz

 Do tej relacji specjalnie wybrałem trzy albumy, które ukazały się w latach 2019-2020 i które odstają od typowego grania w swoich muzycznych dziedzinach. Metal, etno-ambient i jazz to style, które mają swoich wiernych fanów i jasne formy i normy. Tymczasem w przypadku Djaveny, Sutari i Slavic Jazz Underground  granice te zacierają się a muzyczne inspiracje wychodzą daleko poza utarte schematy. Warto się temu przysłuchać. Zatem po kolei.

Djavena „Djavena”, wyd. Djavena, 2019

Djavena, źródło: www.facebook.com/djavena/

Ten album to miłe dla ucha (i ducha) zaskoczenie rodem z naszego naszego rodzimego metalu. Już od pierwszego kawałka („Kagda”)  przeważają klimaty bliższe progresywnemu graniu z pogranicza Dream Theater i Pink Floydów i gothic metalu niż folko-blackmetalu jako takiego a tembr głosu  bliższy jest kapelom w klimacie Nightwish/Within’ Temptation przełamany od czasu do czasu growlem i klimatami psychodelii lat 70. Dopracowane riffy i solówki, podbarwione klawiszowym tłem dającym wrażenie przestrzeni przełamane zostały prostym ale dającym „kopa” rockowym graniem i quasi-operowym zaśpiewem utalentowanej  Orliny Martinow. Na krążku nie zabrakło też klimatów bliższych folkrockowemu graniu („Velesov glas”) przełamanych klimatami marszowymi i doom’owymi. Djavena na swój sposób zbliżona jest do tego, co dawno już temu na naszej scenie rockowo-metalowej robił Delight, w Serbii Alogia a w Rosji Kalevala. To są głęboko przemyślane echa czasów Black Sabbath, Fields of The Nephilim czy Dream Theater przełożone przez młode pokolenie na brzmienie słowiańsko-folkmetalowe. I do tego dopracowane przed nagraniem – dlatego w nasze ręce trafia bardzo udany debiut, który nie powiela folkmetalowych schematów a jeśli już z czegoś korzysta i czymś się inspiruje – to wysoką półką brzmieniową i szerokim wahlarzem  rockowego i metalowego brzmienia. Te siedem utworów to przemyślana całość, dobrze zagrana, przestrzenna muza, która znakomicie wpasowuje się w wychodzenie tzw. Muzyki Słowiańskiej z otchłani ciemni do krainy światła.  Z jednej strony nie urodziłem się wczoraj i „ja to już słyszałem” ale z drugiej cieszę się, że znów słyszę,  że ktoś z młodego pokolenia sięgnął do dźwięków, które zawsze były i będą potęgą przez swoje brzmienie. I między innymi dlatego częstochowska Djavena stała się dla mnie niesamowicie przyjemną niespodzianką muzyczną!

I przy okazji – zespół nagrał nowy kawałek, który wpisuje się w nurt „Muzyka w czasach koronawirusa”

Facebook Strona www

Sutari „Siostry Rzeki”, AAUU Records, 2020

Sutari Siostry Rzeki, źródło: www.facebook.com/sutarisutari/

Sutartiny to tradycyjne, litewskie pieśni, pełne nostalgii i mroku… Od tychże nazwę swoją przyjęła formacja Sutari, udanie przekładając archaiczne klimaty lasów i nizin naszego wschodnio-północnego sąsiada na rodzimy neofolk. Album „Siostry Rzeki” rozpoczyna się -mówiąc krótko i treściwie – płynącą wodą („A Woda”). Nakładające się transowe wokale i melorecytacje wprowadzają w stan słowiańsko-bałtyjskiej medytacji. Woda – wodą ale wielkopolskie „Lila gąski na gałązki” w wersji około-sutartinowej to jest już wyższa szkoła etno-ambientowej jazdy! Minimal-trans i falujące melorecytujące wokale nakładające się w swoistych kanonach to z jednej strony echo pradawnej mocy archaicznych pieśni obrzędowych a z drugiej przepięknie ukazane podobieństwo z tych nizinnych brzmień Polski i Litwy… Podążając tą ścieżką zespół intonuje pieśń „Łado” drzewiej będącą śpiewaną przy rozplecinach a obecnie nieco zapomnianą choć w środowiskach rodzimowierczych skrzętnie odświeżaną. Dziewczyny z Sutari przywracają tej pieśni dawne znaczenie jednocześnie tchnąc w wykonanie sporo stricte folkowego i tradycyjnego ducha. „Kośniczki” to dla odmiany ostry zwrot ku do psychodelicznym szeptom i głosom pojawiającym się z różnych stron w różnych fazach i gdy wydaje się, że będą trwać – mowa milknie a trans przejmują skrzypce i bęben po czym następują „Swaty” – szybsze, żwawsze, zaśpiewane jakby śmielej i weselej, z rytmicznym transem obrzędowym – i wciąż w stylistyce sutartin! „Nurt” to znów folkowy minimal oparty na rodzimych tradycjach muzycznych z domieszką mediewalnego sznytu i współczesnej interpretacji wokalnej. Na koniec – co zrozumiałe – następuje bardzo nostalgiczne „Przemijanie” (i tu już trochę dało się odczuć klimatu dalekiej Syberii – a jednak  nadal jest to swojskie) i na koniec znów pojawia się woda – tym razem w ambientowo wyszeptanej „Toni” o przejmującej treści przechodzącej w środkowo-polskiego „transa”… „Siostry Rzeki” to płyta nieprzeciętna i nieszablonowa. To jest minimal folk i etno-ambient o silnym zakorzenieniu w tradycyjnej nucie ale do takiej właśnie interpretacji jak i wykonania potrzebna była głęboka wiedza muzyczna i rustykalny kunszt wykonania. Ta płyta jest jak stara fotografia komputerowo pokolorowana – ale tak, że kolor nie zasłania tego co dawne za to podkreśla to, co ważne.

Facebook Strona www

Slavic Jazz Underground „Jare Gody”, wyd Karrot Kommando, 2020

Slavic Jazz Underground, źródło: www.facebook.com/slavicjazzunderground/

Ten album to znów dość ciekawy sposób na połączenie szeroko rozumianej tematyki słowiańskiej z etno-jazzem. Już od pierwszych taktów słychać, jak wiele wspólnego muzycznie ma tradycyjna muzyka nizinnej Polski ze stricte jazzowymi dźwiękowymi zawijasami. Połamane rytmy, zagrane na współczesnych instrumentach i połączenie tego z tematyką wierzeń i legend Słowian – to ma ukryty sens! Slavic Jazz Underground nie ogranicza się tylko do czerpania z kultury wsi, na płycie wybrzmiewa też bardzo dużo nuty stricte miejskiej i podmiejskiej. Zespół zręcznie lawiruje między tym co stare i tradycyjne a tym co współczesne, dubsptepowe i wręcz „hipsterskie” – ale wciąż z neo-ludowym duchem. A gdy „miasto” zaczyna muzycznie przeważać to zespół odbija w stronę „wsi” – i vice versa. Każdy z awałków jest trochę inny i puszcza oczko do innej części naszej słowiańskiej tradycji – a czyni to sympatycznie i zadziornie, w bawełnianej koszulce, wygodnym sportowym obuwiu i z elektrycznej hulajnogi, przemierzając miejską dżunglę wprost do podmiejskiego lasu, by finalnie spotkać art-rockowo-folkowego „Pośwista”. Album „Jare Gody” to mniej więcej taki skok jakościowy w polskim etno-jazzie jak lata temu „Wiosna Ludu” Kapeli Ze Wsi Warszawa w rodzimym folku, mimo że nie jest to w żadnym wypadku pierwsze na polskiej scenie łączenie jazzu z motywami czerpanymi z muzyki ludowej. Te „Jare Gody” nie mają jednak obciążenia „konieczności zagrania oberka” czy trzymania się kurczowo „jedynej prawdziwej” linii melodycznej. Nie ma tu też niepotrzebnego wtłaczania psychodelii czy free jazzu w naszą rodzimą „rustykalność”. To jest po prostu niezwykle udany eksperyment przetransferowania Słowiańszczyzny na współczesną muzykę nieekstremalną. Cenię to, takie brzmienie zapewne nie trafi do fanów folkmetalu czy medieval folku – ale za to trafi do klubowej publiki a w dobie mody na wszystko, co słowiańskie. „Jare Gody” autorstwa SJU mogą być idealnym sposobem na wyjście z tematem słowiańskim poza folk czy metal, jednocześnie bez robienia z tej muzyki karykatury czy tak częstej w tej stylistyce „nabożnej czci grania świętego jazzu” (bez urazy oczywiście!).

Facebook Strona www

 
Wszystkie te trzy albumy „zrobiły robotę”: przełamały bariery, skorzystały z tego, co już sprawdzone i uznane a jednocześnie poszły swoimi, nie zawsze oczywistymi ścieżkami. Dzięki temu polska muzyka zyskała to coś co za kilka-kilkanaście lat nadal będą dumnie prezentować skok jakościowy w naszych rodzimych, szeroko rozumianych etnicznych inspiracjach muzycznych.

 

Autor artykułu: Witt Wilczyński
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC- BY- SA 3.0

Materiał powstał w oparciu o współpracę