,,Kukułka i Wrona” – słowiańska literatura drogi

Wrena ucieka przed śmiercią w gęstą puszczę. Jej bliscy, wszystko to, co kochała, przepadło. Samotność, strach o własne życie i wstyd – to uczucia, które odbierają jej jasność myślenia. Nagle, wśród dziczy, odkrywa drewnianą chatkę, którą bierze za schronienie myśliwego… Jakże się myli!

Do autorki

Na samym wstępię pragnę podziękować autorce książki, tj. pani Magdalenie Wolff, która bardzo pomogła mi w zdobyciu tego egzemplarza i przeprosić, bo ze względu na mój wypadek losowy, musiała długo czekać na tę recenzję. Pierwszy egzemplarz książki wysłany przez Wydawnictwo Oficynka zaginął w kurierskiej czasoprzestrzeni – nigdy do mnie nie dotarł, ani nigdy nie dotarło do mnie awizo. Dlatego otrzymałam drugą książkę po interwencji pani Magdaleny, która dodatkowo mocno przejmowała się tą sytuacją. Niestety wyjechałam, książka została odebrana przez inną osobę, a ja zamiast powrócić do domu, utknęłam na kilka tygodni w innym miejscu… Książka leżała odłogiem na mojej ,,nigdy niekończącej się” półce. Aż do teraz.

Kilka strzyg i trochę wypieków na twarzy – to nie dla mnie!

Nie jestem fanką książek fantasy (tych z grupy literatury kobiecej) czerpiących ze słowiańszczyzny, ponieważ na ogół autorzy zaciągają najbardziej przemielone motywy i symbole słowiańskie, bezrefleksyjnie ,,wciskając” je w swoją twórczość. Przeczytałam wiele takich książek: nudni bohaterowie, płytkie rozmanse, trochę magii naginającej logikę wydarzeń i decyzji. Sprawę ratują sceny erotyczne, które czasami wywołują dreszcz ekcytacji, ale to stanowczo dla mnie za mało. Zrozumiałam to dopiero, czytając ,,Kukułkę i wronę”.

Początek nie zapowiadał się zbyt dobrze. Mamy uciekającą bohaterkę, z którą jeszcze się nie utożsamiamy i próbę zbudowania napięcia… to na mnie nie zadziałało, a wręcz wyczułam schemat otwierania historii, który przewałkowałam już u innych autorów. Czytając pierwsze 50 stron pomyślałam sobie ,,No dobra, spróbuj poszukać mocnych stron tej powieści.” I nagle okazało się, że książka sama zaczęła podrzucać mi swoje mocne strony, które dostrzegałam później na każdym kroku.

Literatura drogi

Powieść należy do literatury drogi, gdzie drogą jest nie tylko sama podróż podejmowana przez bohaterów, tj. przemieszczanie się z punktu „A” do „B” – to również droga wewnętrznych przemian, jakie odbywają się w bohaterach. I chociaż nie jest to pozycja na poziomie ,,Władcy Pierścieni”, która jest absolutną klasyką tego nurtu, to jest naprawdę literaturą drogi – i to konsekwentnej!

Konsekwentnie i logicznie

Jak mi tego brakowało, tj. autora, który nie ma czytelnika za głupca!

Cieszę się, że pojawiła się na mojej drodze pani Magdalena Wolff, która konsekwentnie prowadzi swoich bohaterów i podrzuca im pod nogi kłody, będące odpowiedzią na ich wcześniejsze decyzje. Wydarzenia mają zachowaną ciągłość i są spójne. Gdy bohater podejmuje działanie, to jest ono wypadkową jego cech charakteru i doświadczeń. Pierwszoplanowi bohaterowie są poprawnie zarysowani i ludzcy (jakkolwiek to dzwinie brzmi po dokładniejszym poznaniu tych postaci).

Żonglowanie symbolami

Autorka nie tylko czerpie ze słowiańskości, ale ją rozumie i potrafi odpowiednio zmodyfikować do swoich literackich potrzeb lub nawet wzbogacić! ,,Kukułka i wrona” ma wiele wspaniałych elementów i motywów, które dodatkowo zostały wzbogacone przez autorkę.

W książce fikcja miesza się z rzeczywistością, przenika, uzupełnia. Chwilami tworzy taką mimikrę, że zapomina się, który bohater należy do jakiego świata – ludzi czy demonów.

Czas i przestrzeń w pętli

Fikcyjna powieść osadzona jest w fikcyjnym świecie i czasie, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z pewnych analogii pomiędzy ,,Kukułką i Wroną” a historią naszego świata.

Powieść opowiadana jest przez narratora trzecioosobowego z dwóch miejsc: otoczenia głównej bohaterki i otoczenia jej wrogów. Historia ma pojedynczą linię czasową, która o dziwo nie jest prosta, a w pewnym miejscu powstaje pętla. Bohaterka przeżywa kilkanaście dni pewnej przygody, po czym wraca „do normalnego świata” w punkcie, w którym ją rozpoczynała.

Istotne, że w trakcie, kiedy Wrena przeżywa wspomniane wydarzenia (a to zajmuje prawie połowę książki), u innych nic się nie dzieje – tak jakby czas dla nich się zatrzymał. I tutaj widać przemyślaną i dobrze zrozumianą koncepcję, bo nie mamy żadnych wtrąceń dotyczących wydarzeń „na zewnątrz”… bo po prostu nie ma prawa ich być.

Prawdziwy świat w powieści fantasy

Pomimo że jest to literatura fantasy, autorka przekazuje w niej wiele elementów znanych nam z życia codziennego i historii. W książce pojawiają się aspekty polityczne, które nadają sensu wielu decyzjom bohaterów i są nierzadko motorem ich działania. To ciekawy zabieg, który pozwala również wyrazić autorce swoje zdanie, jednocześnie nie odbierając czytelnikom możliwości relaksu.

Tego mi zabrakło…

Świat otaczający naszych bohaterów nie jest jednowymiarowy, ale nie powiedziałabym, że jest  trójwymiarowy. Odnoszę wrażenie, że autorka chciała odrzeć go z tej powieściowej cukierkowości, ale nie miała w pełni odwagi, aby ponieść się całkowicie swojemu kreatywnemu długopisowi. Może wynika to z decyzji redakcyjnych lub po prostu pani Magdalena nie chciała fundować nam takiego kubła zimnej wody. A szkoda, bo niektóre dramatyczne elementy nie wybrzmiały dostatecznie wiarygodnie i przejmująco.

Okładka książki ,,Kukułka i Wrona”, źródło: Wydawnictwo Oficynka

Książkę można zakupić na stronie wydawnictwa: KUP KSIĄŻKĘ

Jest to niezwykle kreatywna powieść i chociaż na początku mnie nie zachwyciła, to na dalszych etapach nasza znajomość okazała się bardzo satysfakcjonująca; chętnie do niej jeszcze kiedyś powrócę. Jestem też niezwykle ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Wreny i innych bohaterów, ponieważ historia pozostała otwarta, a główne problemy – nierozwiązane. Czekam na kolejną część i serdecznie polecam pierwszą.

 

Autorka artykułu: Karolina Lisek
Korektor artykułu: Adrianna Aminae Janusz
W ramach iSAP- Słowiańska Agencja Prasowa
CC- BY- SA 3.0