,,Czas cieni” – znakomita kontynuacja serii ,,Ślady Leszego” + wywiad z autorką

„Czas cieni” – drugi tom serii „Ślady Leszego” Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek to pozycja obowiązkowa dla miłośników słowiańskiej literatury. Kontynuacja „Śladu wody” rozwija poruszone wcześniej wątki, wprowadza nowe i wciąga niczym najlepszy kryminał.

Tytuł: ,,Czas cieni”
Autor: Magdalena Zawadzka-Sołtysek
Rok: 2019
Wydawnictwo: Underworld Kingdom
Seria: ,,Ślady Leszego”
Liczba stron: 224

Przeczytaj również naszą recenzję pierwszej części z cyklu ,,Ślady Leszego”:
[iSAP: ,,Ślad wody” Magdaleny Zawadzkiej- Sołtysek, czyli niezwykły początek wspaniałej serii]

CIEMNO WSZĘDZIE, GŁUCHO WSZĘDZIE

Do Krukowca zawitała jesień. Mieszkańcy przygotowują się do święta Dziadów, jednak wszystko wskazuje na to, że tegoroczne obchody będą inne niż zwykle – na Cichych Wzgórzach znajdują wisielca, w lesie grasuje krwiożerczy demon, a zniszczone tuż przed uroczystością obrusy obrzędowe mogą obrazić bogów, ściągając na osadę nieszczęście. Czy pomogą powtarzane cicho zaklęcia? Z czym jeszcze przyjdzie się zmierzyć bohaterom? Kto wygra walkę z czającymi się w cieniu demonami?

SŁOWIAŃSKI MIKROKOSMOS

Krukowce to odmalowany z rozmachem ale i niezwykłą precyzją mikrokosmos, rządzący się swoimi prawami, z własnymi tradycjami i zwyczajami. W „Czasie cieni” przeczytamy, jak wyglądały uroczystości pogrzebowe, sposoby leczenia poważnych urazów, a także dostaniemy dokładne wskazówki, jak poradzić sobie ze strzygą i wąpierzem. Poza naszymi ulubieńcami – Gniewichą i Korzeniem, poznamy lepiej również innych mieszkańców osady – żercę, kowala, wiedzącą oraz starą Libuszę, ale serce skradnie nam dwoje uroczych dzieci – Jaruś i Świstunka, które w tej opowieści odegrają ważną rolę.

Podobnie jak… koza… Ale o tym przeczytacie sami.

HUMOR I CIĘTY JĘZYK

Na doskonałą kreację bohaterów „Czasu cieni” składa się w dużej mierze ich język – ostry, dowcipny i bardzo obrazowy. Przodują tu kobiety – Gniewicha i Libusza, ale dosadne i bardzo zabawne powiedzonka i odzywki kowala również wywołają uśmiech na waszych twarzach.

Na uznanie zasługują też powiedzenia i przysłowia (w tym złowróżbne „Wisielec przed Dziadami, sromota przed Godami”), które kreują realistyczny i bardzo ciekawy językowy obraz krukowieckiego świata. Znajdziemy w nim również odwołania do słowiańskiego panteonu (Chorsa, Welesa, Swaroga), wizji zaświatów (Nawia), zwyczajów i obrzędów (postrzyżyny, tryzna) oraz bestiariusza (Leszego, upiora, strzygi, wąpierza).

ŚWIAT BOGÓW I LUDZI

W powieściach Magdaleny Zawadzkiej-Sołtysek przenikają się ścieżki bogów, ludzi i demonów. Okazuje się, że problemy i bolączki mieszkańców Krukowca, ich motywacje, cele i ograniczenia są bardzo podobne do tych, z którymi przychodzi mierzyć się nam w XXI wieku. W „Czasie cieni” możemy przejrzeć się jak w tafli wody. Jeśli będziemy patrzeć, czytać uważnie, dostrzeżemy i zrozumiemy bardzo wiele, a lektura powieści stanie się przygodą, do której z pewnością będziemy wracać.

Drugi tom serii „Ślady Leszego” polecam każdemu. Za rekomendację niech służy fakt, iż podarowałam go wraz z pierwszym mojej mamie.

Okładka książki ,,Czas cieni”, źródło: underworldkingdom.com

Książkę można zakupić na stronie wydawnictwa: KUP KSIĄŻKĘ

A teraz zapraszam do wywiadu z Magdaleną Zawadzką-Sołtysek.

Na zdjęciu pani Magdalena Zawadzka- Sołtysek, zdjęcie autorstwa: Agnieszka Borowska Fotografia,  źródło: Nine Realms (zrzutka.pl/gnayjy)

Jak zaczęła się Pani przygoda z literaturą? Czy pamięta Pani swoje pierwsze lektury?

Pierwszymi samodzielnie czytanymi lekturami były komiksy. Mój tata do tej pory trzyma w szufladzie ten zupełnie pierwszy – „Niebieskie dzieci”. Potem były kolejne komiksy i pierwsze dziecięce książki.

Które książki wywarły na Pani szczególne wrażenie, zachęciły do dalszych literackich podróży?

Pamiętam, że silne wrażenie wywarła na mnie seria Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Mieliśmy na półce w domu całą serię i gdy pewnego razu byłam chora, pochłonęłam cały cykl w tydzień. Potem zaczęłam od razu czytać od początku, bo było mi ciężko rozstać się z bohaterami, którzy stali się moimi przyjaciółmi. Niemniejsze wrażenie zrobił na mnie James Clavell swoim Shogunem. To była dla mnie czysta magia. Nie potrafiłam wyjść z podziwu nad tym, że można tak drobiazgowo odmalować zupełnie obcy świat z przeszłości. Mocne wrażenie wywarły też na mnie „Pachnidło” oraz „Opowieść podręcznej”. Te książki przyszły za wcześnie i musiałam z czasem do nich wrócić, by je naprawdę dobrze zrozumieć.

Gdyby na bezludną wyspę mogła Pani zabrać ze sobą jedną książkę, byłaby to…

Byłby to mój czytnik z dobrze zaopatrzoną kartą pamięci i porządny, solarny powerbank.

Co obecnie Pani czyta?

„Kult” Łukasza Orbitowskiego na zmianę z „Baśnią o wężowym sercu” Radosława Raka.

Jak Pani pisze – codziennie w wyznaczonych godzinach czy kiedy przychodzi natchnienie?

Piszę na oba sposoby. Kiedy mam do przygotowania książkę, to dyscyplina jest podstawą. Bez niej są tylko kłopoty. Ale zdarzają się momenty, kiedy palce świerzbią, a w głowie pulsuje pomysł i po prostu trzeba zapisać to, co się pojawiło, bo inaczej człowiek czuje, że pęknie.

Zadebiutowała Pani krótkimi formami literackimi dla najmłodszych. Następne były świetnie przyjęte powieści dla dzieci. Kiedy pojawił się pomysł napisania czegoś dla dorosłych czytelników? Co było impulsem do napisania „Śladów Leszego”?

Od pewnego czasu nosiłam się z myślą o historii dla dorosłych odbiorców. Potrzebowałam płodozmianu i możliwości swobodniejszego pisania. Książki dla dzieci i młodzieży są cudowne i sama lubię je czytać. Nie ukrywam jednak, że czasem pętają pióro. Nie można sobie pozwolić na wszystko, choćby grubsze przekleństwa, które jak powszechnie wiadomo, lubię wymyślać dla moich bohaterów. Któregoś dnia przyszła mi do głowy nietypowa postać kobieca – Gniewicha. Czułam, że taka heroina ma potencjał i daje szeroki wachlarz możliwości. Akurat wtedy otrzymałam telefon z gdyńskiego wydawnictwa Underworld Kingdom. Wydawnictwo miało w planach publikację powieści o tematyce słowiańskiej. Tak to się zaczęło.

W serii „Ślady Leszego” stworzyła Pani słowiańskie uniwersum, które zachwyca i intryguje. Skąd zainteresowanie słowiańszczyzną? Za co lubi Pani świat Słowian? Co jest w nim tak fascynującego?

Fascynacja słowiańszczyzną przyszła dopiero za głębiom zainteresowaniem kulturą wikingów. Początkowo wystarczały festiwale historyczne. Potem, przy pracy nad książkami, musiałam bardziej ugruntować wiedzę, a jednocześnie szukać przeróżnych informacji z pozornie oderwanych od siebie dziedzin. To początkowo było bardzo wyczerpujące i frustrujące, gdy o każdy przysłowiowy kamyk człowiek się potykał. Teraz jest łatwiej. Wciąż jednak świat Słowian jest bardzo tajemniczy i wypełniony znakami zapytania. Ta zagadkowość jest niebywale pociągająca.

Czytelnicy doceniają i podziwiają w Pani powieściach niezwykłą dbałość o szczegóły – elementy kobiecych strojów, przedmioty codziennego użytku, zwyczaje, tradycje, imiona  – wszystko jest dokładnie opisane, zaplanowane i przemyślane. Z jakich źródeł korzystała Pani podczas pisania, czy współpracowała Pani z ekspertami?

Korzystam oczywiście z książek naukowych i szerokiej wiedzy życzliwych ekspertów. Jedni są wykształconymi specjalistami. Inni pasjonatami i miłośnikami historii. To niesamowite jak ogromną wiedzę mają ludzie rozmiłowani w historii i jej rekonstrukcji. Dzięki temu, łatwo można zrozumieć, skąd brały się konkretne kroje strojów, co było wygodne, a co nie. Jak gotowano, jak tkano i ile czasu zajmowały konkretne czynności. Ta praktyczna wiedza rekonstruktorów, obok książkowej wiedzy, jest bezcenną kopalnią informacji.

Kreacja i język powieściowych postaci to majstersztyk. Każdy z bohaterów – od pierwszoplanowych do epizodycznych jest bardzo charakterystyczny i zostaje w pamięci czytelników. Najciekawszą i najbardziej złożoną postacią jest Gniewicha, kobieta zmagająca się z wieloma demonami. Co, Pani zdaniem, jest kluczem do zrozumienia, odczytania tej postaci? Lubi Pani tę bohaterkę?

Bardzo lubię. To pierwsza postać jaką wymyśliłam i dopiero za nią powstała reszta bohaterów Krukowca. A klucza nie trzeba wcale głęboko szukać. Leży sobie na wierzchu i wystarczy tylko po niego sięgnąć. Ile znamy osób wykluczonych społecznie? Wykluczanymi i wykluczającymi są wszyscy, od dzieci po osoby starsze. Na ile sposobów można kogoś odsunąć od grupy? Czasem są to banalne drobiazgi. Innym razem bardzo poważne sprawy. Gniewicha jest takim lustrem, papierkiem lakmusowym, który pokazuje ludzką głupotę, okrucieństwo i znieczulicę. Jej postać pokazuje też, że mimo wielu nieszczęść jakich doświadcza bohaterka, wciąż zachowała nadzieję i ciepłą iskrę w sercu. Nadal jest zdolna do życzliwości i bezinteresowności.

Która z postaci jest Pani ulubioną?

Wszystkie lubię po trochu. Na początku była to Babcia Libusza, z czasem dołączyli do niej Żywia, Jaruś i Zbylut, Korzeń, Świstunka i Mira. Teraz ciężko wybrać mi jedną ulubioną postać.

Nie mogę nie zapytać o Korzenia – chłopaka, który nie wypowiada w powieści ani słowa, a mimo to od razu zaskarbia sympatię. Czy w kolejnych tomach poznamy jakieś szczegóły z jego przeszłości?

Korzeń jest takim człowiekiem liściem, który opadł z drzewa na ziemię i nie wiadomo, z której gałęzi odfrunął. Nie planuję wyjaśniać jego przeszłości, bo to nie ma większego znaczenia dla jego obecnego życia w Krukowcu. Wystarczająco wiele jest historii o zagubionych dziewojach i młodzieńcach, którzy szczęśliwie na koniec odnajdują swoje korzenie. Najlepiej bogatą i kochającą rodzinę. Korzeń sam sobie musi być korzeniem. Jego przeszłość przepadła. Dla tego chłopaka liczy się to, co wypracuje dziś, by jutro miał gdzie spać i co zjeść. Z czasem, jak wiadomo, w jego życiu pojawiają się o wiele bardziej złożone relacje.

Seria „Ślady Leszego” porusza wiele uniwersalnych problemów. Czy mierzyła się Pani z nimi w swojej codzienności, czy zna je tylko z obserwacji?

Część problemów znam z autopsji, inne z obserwacji, a jeszcze kolejne z opowieści bliskich osób. Moje zadanie polegało na tym, by twórczo wykorzystać te doświadczenia i obserwacje.

Postacią łączącą wszystkie tomy jest Leszy. Dlaczego akurat on?

Wydał mi się najbardziej odpowiedni do zadania, jakie mu powierzyłam. Oczywiście, jak już wspomniałam we stępie do „Śladu wody”, leszego nie należy mylić z Borowym. W mojej opowieści leszy jest złośliwym, zdecydowanie nieprzyjaznym ludziom demonem. Borowy, jest władcą i gospodarzem lasu. Jest bóstwem. Stanowią przeciwwagę dla siebie. Jednocześnie obaj mają na uwadze jedynie dobro puszczy. Leszy jest triksterem. Lubi zmieniać postacie, lubi igrać, paktować. Z jednej strony jest bezwzględny i okrutny, ale z drugiej strony potrafi kochać. Kocha swoją puszczę i zrobi dla niej wszystko. Jak na demona, ma bardzo ludzkie cechy i namiętności.

W którą z istot ze słowiańskiego bestiariusza chciałaby się Pani wcielić?

W płanetnika, czy też (choć nie bywało wśród nich kobiet) płanetniczkę. Podoba mi się ta możliwość istnienia między światami. Chmurnicy mogli normalnie żyć wśród ludzi, mieć rodziny i kochać jak ludzie. Jednocześnie raz na jakiś czas wzywano ich pod niebo i pełnili swoją rolę wśród chmur, deszczu i wiatru. To na pewno nie była lekka praca, nie mam co do tego złudzeń, ale ówcześnie żadna praca nie była do końca lekka. Wydaje mi się, że ta możliwość przebywania i tu i tam i znowu powrót do domu, to by było coś idealnego dla mnie.

Niedługo premiera audiobooka „Czas cieni” – drugiego tomu „Śladów Leszego”. Jakie emocje Pani towarzyszą? Czego się Pani spodziewa po tym wydawnictwie?

Tego samego czego po innych publikacjach z moim nazwiskiem na okładkach. Chciałabym, żeby odbiorczynie i odbiorcy dobrze się przy nich bawili i miło spędzili czas. Jeśli choć dla kilku osób będą one iskrą, która pociągnie ich dalej w świat naszej dawnej kultury i zachęci do dalszych poszukiwań, tym większą to będzie radością.

Tego więc Pani życzę. Dziękuję za wywiad.

Autorka recenzji: Adrianna Aminae Janusz
Wywiad przeprowadziła: Adrianna Aminae Janusz
Gość wywiadu: Magdalena Zawadzka- Sołtysek
Korekta: Karolina Lisek
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC- BY- SA 3.0