Błyskotliwy, zabawny, wciągający – jeden z najlepszych zbiorów podań i legend o polskich diabłach

Książka Żywoty diabłów polskich. Legendy i podania po raz pierwszy została wydana w 1930 roku. Minęło wiele lat i zapewne zastanawiacie się, czy wytrzymała próbę czasu. Co może być zaskakujące, zdecydowanie tak – czyta się ją szybko i z ogromną przyjemnością odkrywa kolejne zalety publikacji.

Tytuł: Żywoty diabłów polskich. Legendy i podania
Autor: Witold Bunikiewicz
Rok: 2020
Wydawnictwo: Replika
Liczba stron: 203

Diabelnie dobre!

Dwanaście opowieści, których bohaterami są diabelscy celebryci jak Lucyfer, Mefistofeles, Boruta czy Rokita, ale także pomniejsze biesy, czyta się z zapartym tchem. Ich perypetie opisane ze swadą, humorem (niejednokrotnie, nomen omen, czarnym) i lekkością ukazują te postaci nie tylko w ich naturalnym środowisku, lecz także, a może przede wszystkim, w świecie ludzkich problemów, namiętności i wad, w którym niełatwo odnaleźć się mieszkańcom piekła. Diabelsko-ludzkie relacje i ich konsekwencje budzą ciekawość i śmiech, ale każda z tych historii ma drugie dno, które skłania do refleksji i pokazuje jak w zwierciadle prawdę o nas samych.

Nie taki diabeł straszny, jak go malują

Wojewoda piekielny i prawa ręka Lucyfera – Boruta, marzący o byciu hetmanem Rogaliński, fircyk Mefistofeles, niemądry Hejdasz, nieokrzesany i gburowaty Rokita, żarłok i opój Fugas, romantyk Iskrzycki, urodziwy i łebski Merdasiński czy nierozłączna para – Mizdroń i Pazdroń – taką galerię odmalował autor, dając dowód na to, że wyobrażenie diabła w polskim folklorze odbiega znacznie od wizji biblijnego Lucyfera. Nasze diabły są swojskie, pocieszne, rubaszne i daleko im do przerażających istot piekielnych, a znacznie bliżej do ludzi, z którymi splatają na dobre i złe swoje losy. Dlatego trudno ich choć trochę nie lubić.

Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle

W diabelskich żywotach często występują kobiety. Okazuje się bowiem, że bez nich nie tylko świat, ale i piekło nie byłoby tak barwnym i ciekawym miejscem. Jak się domyślacie, większość z nich to megiery, hetery i femme fatale, które wodzą za nos, sprowadzają na manowce i wodzą na pokuszenie, ale chyba właśnie w tym tkwi ich urok. A że autor tutaj również puszcza do nas oczko, nie mamy mu tego za złe.

 Oczajdusze i hałaburdy

Język publikacji to jedna z jej największych zalet. Jak bowiem nie zachwycić się potoczystym, barwnym stylem i słowami, których próżno szukać we współczesnych książkach, a które autor ze smakiem wplótł w swoje opowieści? Oczajdusze, taradajka, dzierżka, finty, kugiel, hałaburda… A to tylko przedsmak językowych rarytasów. Wierszowane wstawki, często humorystyczne, urozmaicają narrację i nadają jej dodatkowego blasku.

Coś dla oczu

Nie mogę nie wspomnieć o stronie graficznej książki. Okładka Mikołaja Piotrowicza z wizerunkiem diabła w płomieniach przykuwa wzrok, podobnie jak zamieszczone w środku drzeworyty, zdjęcia rzeźb, ryciny i fotografie miejsc opisanych w kolejnych rozdziałach. Wszystkie zasługują na uwagę, ale moim faworytem jest rzeźba autorstwa Zbigniewa Michalaka. Sprawdźcie sami, kogo przedstawia.

Na zakończenie

Jeśli chcecie dowiedzieć się, gdzie w Polsce znajduje się wejście do piekieł, ile trwała budowa diablej parafii i czym był diabli kalendarz, koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

Okładka książki: ,,Żywoty diabłów polskich…”, źródło: replika.eu
Książkę można zakupić na stronie wydawnictwa:  KUP KSIĄŻKĘ
Zachęcam również do przeczytania innych publikacji z tej serii.