Brzezica – wywiad ze Świeradą

Przedstawiamy Państwu zapis wywiadu udzielonego przez  liderkę zespołu Brzezica, który odbył się w RadioWid i przeprowadzony został przez naszego kolegę Witta Wilczyńskiego.

Wilczyn: Zacznijmy „ab ovo” – opowiedz proszę o początkach zespołu Brzezica.

Świerada: Początki zespołu Brzezica to 2014 rok. Podczas festiwalu wczesnośredniowiecznego w Ogrodzieńcu nasza założycielka, czyli Sylwana, rozmawiała z koleżanką, która śpiewała z nami w oryginalnym składzie, o pewnej niszy na folkowej scenie w Polsce. O braku zespołów, gdzie wykorzystywany byłyby tradycyjny śpiew białym głosem w aranżacjach instrumentalnych. My miałyśmy znajomych chłopaków z zespołu Jar, więc dziewczyny zaproponowały im współpracę i bardzo się ucieszyli. W międzyczasie do zespołu dołączyłam jeszcze ja i druga dziewczyna, Agnieszka. Nagraliśmy płytę – „Jarzycę”, czyli połączenie Jaru i Brzezicy. Ten projekt miał być naszą główną działalnością muzyczną, ale stało się inaczej ze względu na specyfikę dorosłego życia – rodziny, prace… Trudno nam było się zebrać do pracy nad drugim albumem. I chociaż zaczęliśmy coś tam robić, niemniej wyszło tak, że zaczęłyśmy działać jako Brzezica. Po prostu jako my.

Skąd czerpiecie źródła pieśni, które potem wchodzą w skład repertuaru Brzezicy? 

Pieśni wybieramy w bardzo różny sposób, w zależności od tego gdzie i po co będziemy je wykonywać. Jeśli chodzi o współpracę z Jarem, to były pieśni, które odbierałyśmy jako w miarę lekkostrawne, atrakcyjne dla ucha. Natomiast najczęściej wyszukujemy pieśni, które po prostu są bliskie naszemu sercu, podobają nam się i które zawsze bardzo chciałyśmy zaśpiewać. Niezależnie od tego, czy są bardzo znane w środowisku osób śpiewających, kiedyś wykonywane na warsztatach śpiewu czy pieśni wydane na płycie prezentujące materiały etnograficzne. I niezależnie od tego, czy są to pieśni już wcześniej wykonywane przez współczesnych artystów, których interpretacja nie do końca nam odpowiada. My chciałybyśmy je zaprezentować na swój sposób, trochę je oczyścić z patyny współczesności i spróbować pokazać ten nieco bardziej archaiczny smaczek. 

Na czym polega różnica między pieśnią obrzędową a ,,zwykłą ludową” i na ile można ,,umrocznić” pieśń obrzędową poprzez dodanie elementów electro czy ambientu nie zmieniając jej znaczenia pierwotnego? 

O, to jest bardzo złożone pytanie… Czym jest pieśń obrzędowa? Jest to pieśń, która wykonywana jest od wieków w bardzo konkretnym kontekście. To może być pieśń kolędnicza wykonywana tylko zimą, w okresie okołonoworocznym i służąca do składania komuś życzeń. Może to być pieśń śpiewana wyłącznie na przedwiośniu, służąca generowaniu wiosennej energii w sobie i świecie dookoła. To może być pieśń wykonywana w czasie obrzędu kupalnego albo podczas obrzędu rusalnego. Te pieśni są dla nas o tyle ciekawe, że bardzo często ich teksty są stare, sięgają do korzeni kultury słowiańskiej. Również ich melodie potrafią być interesujące ze względu na wykorzystane skale i  techniki wokalne. Są to pieśni, które nie zmieniają się tak bardzo szybko jak szeroko rozumiana muzyka ludowa, która szybciej podlegała różnego rodzaju wpływom i modom. Ona też potrafi zawierać perły kultury, takie jak ballady lirników, które nie zmieniały się ze względu na to, że nie zmieniała się technika ich zapamiętywania – długich utworów epickich. Dopóki były wykonywane przy akompaniamencie liry korbowej, czyli instrumentu, który również przez wiele wieków  pozostawał praktycznie niezmieniony. To jest różnica między pieśnią obrzędową a pieśnią ludową tradycyjną. Natomiast „umrocznienie” pieśni bez zmieniania jej zawartości semantycznej czy symbolicznej… Naszą intencją właściwie nie było „umrocznienie” pieśni, my zrobiłyśmy zabieg polegający na przekazaniu naszych pieśni Adamowi, artyście, który wykonuje muzykę elektroniczną, którą można odebrać jako muzykę mroczną. Pozwoliłyśmy mu zrobić z nimi to, co mu w duszy grało. On lubi tworzyć taki mroczny ambient i stworzył to. Nie było to zamierzone, żeby „sprawić, żeby wiosna zabrzmiała mrocznie”, absolutnie nie!  Natomiast jeśli chodzi o nasz brak ingerencji w semantykę i  symbolizm pieśni, my przede wszystkim wykorzystujemy pieśni kalendarzowe w określonym czasie, nie śpiewamy pieśni kupalnych jesienią i nie śpiewamy kolęd na wiosnę. Śpiewamy je w tym okresie, w którym powinno się je wykonywać i wtedy te pieśni najlepiej „się śpiewają” i same z siebie najlepiej wychodzą i brzmią. One wiedzą, kiedy jest ich czas i również w swoim życiu prywatnym stosujemy ten kalendarz obrzędowy. Jakoś dopasowujemy do niego swoje życie. Brzezica nie jest tylko kolektywem tworzącym dźwięk. My jesteśmy taką małą grupką, można powiedzieć: kołem gospodyń miejskich. Kobiet, które spotykają się, śpiewają, rozmawiają, celebrują święta, celebrują tradycje. To wszystko się przenika i wartość pieśni jest dla nas ogromna, zwłaszcza w tej sferze znaczeniowej. Również konstrukcja „Oskoły” jest też wyrazem tego, jak bardzo ważna jest dla nas ta tradycja, ponieważ ta płyta jest zbiorem pieśni wiosennych i pieśni lirycznych, takich opowiadających po prostu jakieś historie, nie związanych z żadnym świętem czy zwyczajem. Jest to płyta wiosenna. Oskoła, jak pewnie wiele osób wie, jest to sok brzozowy, który można toczyć z tych drzew na przedwiośniu, wtedy, kiedy zaczyna się śpiewać te pieśni. Dołączyłyśmy jeszcze jedną pieśń weselną, ponieważ brakowało nam jakiegoś takiego ognistego akcentu – a ta pieśń właśnie taka jest. W niej pojawia się to, co jest drugą, oprócz tej wiosennej, energii i atmosfery, klamrą spinającą oskołę – mianowicie brzoza jako taka.  

Nazwałyśmy się Brzezica, brzoza jest ważnym dla kultury drzewem, jest ważnym symbolem kobiecości i ten sok z brzozy, oskoła, to jest właśnie ta beczułka pieśni, którą tutaj nagrałyśmy. I nasze kolejne dziełko będzie również brzozowe – ale inne.

A kiedy i gdzie urodził się pomysł na „Oskołę”? Kto komponował część ambientowo-instrumentalną? 

Pomysł na „Oskołę” powstał już trzy lata temu, kiedy postanowiłyśmy spróbować nagrać autorskie wydawnictwo. Naszym pomysłem było wykonanie pieśni w dwóch wersjach: a capella, zbliżonej do wykonań tradycyjnych oraz drugiej wersji przerobionej na kompozycję transową, bardzo prymitywistyczną, bardzo plemienną. Nie do końca ostateczny kształt płyty taki jest, ale wiele utworów jest w dwóch wersjach. Albo w wersji folk – akustycznej albo w wersji elektronicznej, albo w wersji folkowej i wersji ambientowej, też jakoś przetworzonej. Po pierwsze chciałyśmy podrzucić też osobom, które lubią śpiewać, które dopiero zaczynają przygodę ze śpiewem, zwłaszcza w środowisku rodzimowierczym i rodzimokulturowym, pieśni, które mogliby sobie zaśpiewać. A z drugiej strony chciałyśmy stworzyć coś własnego, wykonać te pieśni troszkę inaczej, poszukać w sobie środka wyrazu takiego bardzo pierwotnego, dotykającego naszej duchowości. Ze względu na to, że jesteśmy Brzezicą, że mamy ten swój symbol – Wielką Brzozę, matkę, pannę, boginię, to chyba kiedyś nawet ja zrobiłam, rzuciłam pomysł zebrania pieśni, które mówią o brzozach, w których w tekście pojawia się brzoza. I wszystkie pieśni na „Oskole” łączy ten jeden wątek – w tekście występuje brzoza. I będziemy to kontynuować w kolejnym projekcie.

Kto komponował część ambientowo-instrumentalną? 

Naszym współpracownikiem, który wykonał remiksy ambientowe i nagrał śpiew gardłowy w jednym z utworów, jest Adam, przyjaciel, który jest niezwykle kreatywnym muzykiem i który wydał oszałamiającą zupełnie liczbę płyt. Najczęściej firmował je takimi nazwami jak Forgotten Deity czy Zapomniane Bóstwo i miał cały szereg różnych pobocznych projektów. Obecnie mam wrażenie, że on chce stworzyć jakąś nową markę muzyczną – ale te nagrania oskołowe jeszcze powstawały, kiedy tworzył jako Forgotten Deity.

Płyta miała swoją premierę na YT, a kiedy krążek i koncerty? 

Płytę opublikowałyśmy, tydzień po tygodniu, nie tylko na naszym profilu nas youtube (https://www.youtube.com/user/Zaryushka), ale również w różnych innych serwisach takich jak soundcloud (https://soundcloud.com/brzezica)

czy bandcamp (https://brzezica.bandcamp.com/), poczynając od pierwszego dnia wiosny w tym roku, a kończąc na 6 czerwca. Była to taka „premiera kapana” i jednocześnie pieśni wiosenne czy przedwiosenne, a również i pieśni rusalne pojawiły się, mniej więcej, w okresie okołoświątecznym. Jeśli chodzi o koncerty, to zwyczajnie nie wiemy. Organizacja koncertu chwilę trwa, a wiemy, jak wygląda obecnie sytuacja. Jeśli uda nam się znów normalnie koncertować, wówczas na pewno słuchacze będą mogli coś fizycznego w rękach z tego koncertu wynieść. Tylko, czy to będzie krążek, czy to będzie coś innego, tego jeszcze nie wiemy, dlatego że rozważamy obecnie dwie opcje i być może krążek będzie trochę później, ale jeszcze z czymś. 

Na koniec proszę o kilka słów od Was dla naszych słuchaczy oraz czytelników iSAP.

Przesłanie Brzezicy do słuchaczy i czytelników: śpiewajcie, śpiewajcie pieśni, sięgajcie do tej tradycji, dlatego że w obecnym świecie człowiek jest wykorzeniony i można w życiu bardzo wiele utracić… Natomiast skarby kultury, mądrość Przodków, uniwersalne przesłania legend, podań, baśni, pieśni ludowych, obyczajów zawsze zostaną z nami, gdziekolwiek byśmy się nie znaleźli. I w jakiejkolwiek sytuacji. One mogą być dla nas takim ukorzenieniem, taką siłą. W świecie, który staje na głowie,  spróbujmy odnaleźć to, czego brakuje nam we współczesnym świecie, u pradziadka, u prababci, w starej książce, na płycie z nagraniami. Pozostańmy ludźmi, nie pozwólmy się podzielić, utrzymajmy się – Słowianie.

 

Wywiad przeprowadził i spisał: Witt Wilczyński
Korekta: Adrianna Aminae Janusz
Dla iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
(nie podlega prawu przedruku)