5 największych mitów dotyczących polowań na czarownice | recenzja “Malleus maleficarum” od Wydawnictwa Replika

W artykule rozprawimy się z pięcioma największymi mitami, jakie napotkałam w trakcie dyskusji ze znajomymi, przeglądania artykułów w Internecie, a także podczas oglądania filmów tematycznych wyprodukowanych przez Hollywood.

Zapraszam Was serdecznie do zapoznania się z prezentowanymi źródłami, a także zachęcam Was gorąco do przeczytania recenzji książki wydanej przez Wydawnictwo Replika.

Wystarczyło oskarżenie przez jedną osobę, aby zostać spalonym na stosie

MIT: Do oskarżenia faktycznie wystarczyło tylko świadectwo osoby trzeciej, aby wylądować w więzieniu i zostać poddanym torturom. Jednakże, aby zostać spalonym na stosie, inkwizycja potrzebowała czegoś więcej – przyznania się osoby oskarżonej. Oczywiście, od każdej reguły istniały wyjątki – te były sporadyczne. [1]

Dopiero przyznanie się do winy, a następnie wyrażenie skruchy, pozwalało na uchronienie opętanej przez zło duszy i wybawienie jej przed ewentualnym piekłem. Oczywiście formą obłaskawienia Boga miało być cierpienie i spalenie na stosie, dzięki któremu dusza mogła powędrować prosto przed Sąd boży.[1]

Należy jednak podkreślić, że karą nie zawsze było spalenie na stosie. Funkcjonowały również takie kary jak chłosta lub wydalenie z miejsca zamieszkania. [5]

Oskarżona wiedźma podczas procesu w Salem, gdzie zostaje zanurzona w wodzie, aby udowodnić swoją winę, domena publiczna.

Ostatnią spaloną na stosie za czary kobietą była Anna Göldin

MIT: Sprawa nie jest oczywista, bo pod koniec okresu polowań wstępne oskarżenia o czary były zmieniane na oskarżenia o np. trucicielstwo. Na podstawie dostępnych źródeł uważam, że to Barbara Zdunk powinna być określana ostatnią spaloną na stosie za czary.

Część badaczy przyjmuje za ostatnią spaloną czarownicę Barbarę Zdunk. Zgodnie z oficjalnymi informacjami, Barbara Zdunk została spalona na Warmii w miejscowości Reszel 21 sierpnia 1811, a oskarżenie dotyczyło podpalenia za pomocą czarów. [1], [6]

Większość jednakże uznaje za ostatnią czarownicę Annę Göldin (Göldi), która zmarła przez spalenie żywcem w 1782 roku (prawie 30 lat wcześniej od Barbary) w szwajcarskim kantonie Glarus. [3] Jednakże i w tej sytuacji ostateczne oskarżenie zmieniło formę z “czarów” na “trucicielstwo”: [1], [4]

“Oskarżono ją o zadanie choroby córce chlebodawcy. Dziewczynka wpadała w konwulsje. Tym silniejsze, im dokładniej badali ją rzeczoznawcy sądowi. Podczas ataków wypluwała igły i gwoździe, a to jak wiadomo z literatury przedmiotu, niewątpliwy znak interwencji diabelskiej. (…)

Ponieważ jednak sędziowie byli ludźmi wykształconymi, oświeconymi i (sądzę) przyzwoitymi, więc przyjęli, że sprawę należy rozpatrzyć zgodnie z zasadami nauki i prawa. Annę Göldi skazano tedy za trucicielstwo.” [2]

Kierując się argumentami, że wstępne oskarżenia dotyczyło czarów (bez względu na ostateczne oskarżenie) – w mojej ocenie właśnie Barbara Zdunk, a nie Anna Göldi powinna być uznawana za ostatnią spaloną na stosie czarownicę. W obu wymienionych przypadkach kobiety wstępnie oskarżono o czary, aby potem zmienić oficjalny powód skazania na bardziej “naukowy”, jak trucicielstwo lub podpalenie.

Być może w świetle innych źródeł Barbara słusznie została odrzucona jako “ostatnia czarownica”, natomiast ja do takich danych nie dotarłam.

W Anglii ostatnia egzekucja miała miejsce w 1648, w Szkocji – w 1727, we Francji – w 1745,
w Niemczech – w 1775. [3]

Co ciekawe, jeszcze w XX wieku doszło do procesu o czary! Dokładniej chodziło o medium organizujące spotkania spirytystyczne – Helenę Duncan, która swoją działalnością naraziła się wymiarowi sprawiedliwości Wielkiej Brytanii i w 1944 roku została skazana na 9 miesięcy więzienia. Jest to ostatnia osoba skazana na podstawie brytyjskiego prawa Witchcraft Act 1735. [3]

Sabat czarownic, Francisco Goia, 1798. Domena publiczna.

To “Młot na czarownice” rozpoczął polowania

MIT: Już kilka lat wcześniej pojawiły się dokumenty, które sprowadzały uprawianie czarów do roli herezji – tym samym dając przyzwolenie na karanie sprawców. 

Kościół przez lata wypierał istnienie magii i odtrącał czary. Karano nie za uprawianie czarów, a za odejście od wiary (czyli wierzenie, że ktoś może uprawiać czary). Sam Młot… powstał na bazie doświadczeń inkwizytorskich, zatem prowadzono przed jego publikacją działania polegające na tropieniu i karaniu osób uprawiających czary – takie działania musiały mieć poparcie w pismach papieskich. Jednak, zacznijmy od początku…

Z edyktu króla Rothara z 643 roku możemy dowiedzieć się na przykład, że czary nie istnieją, a karanie osób uprawiających magię jest bezzasadne – bo jak można karać za uprawianie czegoś, co nie jest możliwe? Również święci Kościoła chrześcijańskiego stanowczo zaprzeczali istnieniu czarów, np. święty Bonifacy (672-754), który twierdził, że wierzenie w takie zjawiska jest niechrześcijańskie. [1]

Sytuacja nie zmieniła się również w wieku VIII. Karol I Wielki zwołał synod na którym ustanowiono, że od tego dnia karane będzie wszelkiego rodzaju bałwochwalstwo a także Ci, którzy oskarżają innych o uprawianie magii. [1]

Należy w tym miejscu podkreślić, że sam fakt wydawania takich dokumentów nie sprawił, że ludzie przestali parać się magią lub też wierzyć w jej siłę. Co więcej, to właśnie takie pisma mogą utwierdzać nas w przekonaniu, że w społeczeństwie dochodziło do samosądów i wielokrotnie oskarżano o czary – w przeciwnym wypadku nie byłoby potrzeby interweniowania przez najwyższe rangą głowy Kościoła chrześcijańskiego lub areny politycznej.

W 906 roku, czyli 60 lat przed chrystianizacją Polski, opat Regino z Prüm napisał, cieszącą się olbrzymią popularnością jeszcze w XII wieku, Canon Episcopi – instrukcję dla biskupów. W instrukcji obalał istnienie magii i nakazywał biskupom szerzenie nauk, wedle których takie zjawiska jak czary nie istnieją, a ludzie, którzy w nie wierzą, są bliżej Złego niż Boga. [1] 

Sytuacja zaczęła powoli się zmieniać w XIII wieku, kiedy pojawiły się pierwsze reakcje papieża Grzegorza IX na wieści o osobach oddających cześć Szatanowi. Następny pontyfikat – Aleksandra IV przywrócił prawo kościelne na dawne tory i zabronił inkwizytorom prowadzenia sądów nad osobami oskarżonymi o uprawianie magii. [1]

Za przełom można uznać lata 1326/1327 kiedy papież Jan XXII wydał bullę Super illius specula – w której zrównał występek uprawiania czarów do herezji, jednak nie było to jednoznaczne z potwierdzeniem wpływu magii na otoczenie. Jan XXII wykazywał niezdrowe zainteresowanie tematem czarów, które doprowadziło do oskarżenia jednego z biskupów o chęć zabicia papieża za pomocą woskowej figurki. [1]. W 1484 roku papież Innocenty VIII wydał: Bulla Summis desideranted affectibus, która potwierdziła istnienie czarownic, a inkwizytorom dała zielone światło do pozbywania się ich. W dokumencie tym potwierdzone zostały również pełnomocnictwa nadane inkwizytorom i jednocześnie autorom Młota na czarownice.

W 1486 roku Heinrich Kramer oraz Jacob Sprenger opublikowali swoje dzieło – traktat dotyczący zwalczania magii Malleus Maleficarum.

Cztery czarownice, Albrecht Durer, 1497, domena publiczna.

O czary oskarżano tylko kobiety

MIT: Na stosie spalono również wielu czarodziejów oraz mężczyzn, którzy byli bliskimi (małżonkami, ojcami) kobiet oskarżonych o czary.
Oczywiście ich liczba stanowi procentowo mniejszy udział w procesach, niż liczba kobiet.  Szacuje się, że mężczyźni mogli stanowić nawet 40% oskarżonych – co nie jest jednoznaczne z ukaranymi. Prawdą jest, że częściej unikali kary śmierci. [4], [5]

Ilustracja przesłuchania podejrzanej o czarownictwo. Grafika autorstwa Martina van Maële prezentuje wariant tortur metodą „wahadło”. Jest to tradycyjny sposób oraz jeden z wymienianych w Malleus Maleficarum, domena publiczna.

W trakcie polowań zabito setki tysięcy ludzi

MIT: W latach 1450 – 1750 liczba egzekucji nie przekroczyła około 35 tysięcy osób – przy czym zaznacza się coraz częściej, że jest to liczba zawyżona.

Z perspektywy innych wydarzeń, jakie zna historia, te liczby wydają się być niewielkie – z drugiej jednak strony należy wziąć pod uwagę, że za każdą kolejną cyfrą stoi ludzkie cierpienie. Trudno wyobrazić sobie jak po procesach nierzadko wspieranych torturami radzili sobie ludzie, którzy przeżyli i uniknęli egzekucji. Ilu z nich zostało nieodwracalnie okaleczonych, ilu zmarło niedługo po uniewinnieniu na skutek obrażeń?

Polski historyk, profesor Wacław Uruszczak, szacuje, że w Polsce łączna liczba egzekucji oscyluje w okolicach 15 tysięcy, co inni naukowcy uważają za wartość zdecydowanie zawyżoną.

Screen tabeli z danymi przedstawiającymi liczbę procesów oraz egzekucji przeprowadzonych w latach 1450-1750 w ramach polowań na czarownice, źródło: Wikipedia.

Recenzja książki Młot na czarownice. Malleus maleficarum od Wydawnictwa Replika

Tytuł: Młot na czarownice. Malleus maleficarum
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2021
Liczba stron: 272
Oprawa: twarda

Przekład: Stanisław Ząbkowic
Pierwszy druk: 1614
Uwspółcześnienie języka: Tomasz Specyał 

Replika wyszła naprzeciw wszystkim zainteresowanym tematyką czarownic i wprowadziła do swojego zbioru uwspółcześnioną językowo wersję Młota na czarownice. Z mojej perspektywy to był świetny krok marketingowy, bo nie dość, że samego Młota… w wersji papierowej niełatwo już znaleźć na polskim rynku wydawniczym, to język, na który został niegdyś przetłumaczony, jest mocno archaiczny. 

Grafika

Replika trzyma się wypracowanego dla tej serii wydawniczej schematu okładki. Osobiście grafika mnie nie porwała, z jednej strony obserwujemy na dalszym planie pewne symetryczne odbicie, które zaburzane jest na wcześniejszych planach niesymetrycznie rozstawionymi względem wspólnej osi elementami. Kolor okładki pozostawiam Wam, drodzy czytelnicy, do samodzielnej oceny. 

Treść

Bardzo cieszę się, że Wydawnictwo postawiło na rozbudowany wstęp – zarys historyczny, który przybliża atmosferę oraz uwarunkowania kulturowe, prowadzące do powstania Młota. Tu uznanie za wprowadzenie dla autora, którym jest Tomasz Specyał. 

Po wstępie mamy możliwość zapoznać się z tłumaczeniem bulli Innocentego VIII, które zawdzięczamy Romanowi Konikowi – ten niedługi tekst otwiera przed nami pierwszy rozdział z książki i wprowadza w arakany średniowiecznej inkwizycji.

Samo uwspółcześnienie języka zostało wykonane na tyle sprawnie, że czytając tę książkę nadal możemy wczuć się w minione dzieje, natomiast jest to zabieg czysto estetyczny- ma nam dać pewną rozrywkę, nie odciągając uwagi od treści.

Podsumowanie

Tu nie ma się nad czym rozwodzić – jeśli macie ochotę w przystępny sposób zapoznać się z tym historycznym dziełem – powinniście sięgnąć po Młot na czarownice od wydawnictwa Replika. Na pewno ta wersja wydawnicza pozwoli Wam dobrze zrozumieć treści wynikające z Młota

Okładka książki “Młot na czarownice” wydawnictwa Replika

Książkę można zakupić na stronie wydawnictwa:  KUP KSIĄŻKĘ

Zachęcam Was również do przeczytania innych tłumaczeń traktatu, które pod kątem językowym są niezłym polem do ćwiczeń, ale dzięki swojemu archaizmowi pomagają jeszcze lepiej wczuć się w klimat minionej epoki.

Malleus po łacinie:  [klik]
Młot w języku polskim, w tłumaczeniu Stanisława z 1614 roku:
Część pierwsza: [klik]
Część druga: [klik]

Autor artykułu: Karolina Lisek
Korekta: Adrianna Patela
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY- SA 3.0

Literatura