Wróżda – bo duch zamordowanego pokoju nie zazna i żywych dręczyć będzie…

VIII lub IX wiek to czas, kiedy między Bałtykiem a Tatrami rozciągały się gęste bory z rzadka przetykane siedzibami ludzi. Nie istnieje jeszcze jednolite państwo, a władza jest podzielona na liczne, autonomiczne grody. Każdy grododzierżca, kniaź, czy jak tam go zwać, dba wyłącznie o własny gród i o taki obszar okalającej go ziemi, jaki może obronić dzięki swym wojom. Zawsze jednak ten i ów patrzy na swego sąsiada z zazdrością. Nie obce im chęci podbijania i zdobywania innych grodów.

Autor: Marcin Sindera
Tytuł: Wróżda
Wydawnictwo: Lira
Ilość stron: 376
Ilustracje: Martyna Janik
Data premiery: 2020

Do tego świata przybywa pewien Sklaven o imieniu Draconis. No, nie tyle przybywa co bardziej powraca pchany wróżdą, czyli prawem krwawej zemsty za zabójstwo lub obrazę krewnego. Wróżda to bowiem prawo wywodzące się z dawnych czasów wspólnoty pierwotnej. Wróżdy wymagał kult przodków, bo duch zamordowanego nie zaznał spokoju, póki nie dokonano pomsty.

Ze Żmijów zrodzony

Draconis to potomek boga Żmija i śmiertelniczki, wychowany wśród ludzi północy. Razem z nimi pływał na wyprawy, uczył się od nich fechtunku i walki. Boska krew w żyłach Draco sprawia, że jego rany goją się błyskawicznie. Bez względu czy zadała je strzała, topór, miecz czy kły. Dodatkowo obdarzony jest ponadprzeciętną siłą fizyczną i wytrzymałością. Główny bohater zjawia się w grodzie Giecz, gdzie rządy sprawuje Popiołowłosy – kniaź, który odpowiedzialny jest za rzeź rodu Żmijów i tym samym staje się celem wróżdy. Popiołowłosy swe lata świetności ma już dawno za sobą. Obecnie bliżej mu do kubka z miodem, niż do miecza. Jednak nadal jest on groźnym przeciwnikiem.

Spisek, Czerwień i krew

Książka rozpoczyna się w dość powolny sposób. No cóż, takie wprowadzenie. Jednak dość szybko akcja nabiera rozpędu. Draconis musi znaleźć sposób, by mógł zbliżyć się do kniazia grodu Giecz i nie przebiera w środkach by to osiągnąć. Czasem posłuży się podstępem, ale najczęściej sięgnie po Czerwień – magiczny miecz wykuty przez krasnoludy, hartowany w smoczej posoce. Czerwień smakując krwi przeciwnika, potrafi wprowadzić walczącego nim w istny berserk. W książce możemy liczyć na liczne walki, pojedynki, bitwy, mniejsze masakry i większe pogromy. Trupy wojów i nie tylko, towarzyszyć nam będą przez wszystkie strony. Nie znajdziemy natomiast ani grama romansu, jedynie liczne spotkania Draconisa z pewnymi niewiastami. 

Utopce i inksza swołocz

Marcin Sindera wprowadził do Wróżdy kilka postaci wprost ze słowiańskich legend, jednak jest to ilość dosłownie symboliczna. Spotkamy utopca, rusałki, wilkołaka. Wydawać by się mogło, że to troszkę mało, jednak autor skupił swą opowieść na ludziach i ich wspólnych zmaganiach, akcentując jedynie istnienie stworzy słowiańskich. Jednak takie nawet delikatne zaakcentowanie, wprowadza ciekawy klimat, podkreślając fantastykę tematu książki. Bohaterowie powieści są wyraźni, przedstawieni w sposób prosty. Każdy z nich ma swoje zadania, swój nieskomplikowany cel, swoje wady i swoje zalety. Mimo prostoty ich przedstawienia, można się do wielu z nich przywiązać i polubić. Na uwagę zasługują szczegółowe opisy funkcjonowania grodów, przedstawienie przyrody, opisy lasów, borów czy nawet uzbrojenia drużynników. Gdzieś pomiędzy wszystkimi krwawymi starciami, knowaniami, mordami i gwałtami pojawia się większy plan zjednoczenia wszystkich grodów. Nawet w pewnym momencie autor przedstawi nam dobrze znane godło. Czy to właśnie w podobnych warunkach rodziła się nasza państwowość?

Udany debiut

Wróżda jest debiutem Marcina Sindery i miejscami można się przyczepić do stylu pisania, postaci, ich reakcji na wydarzenia czy też ich działania. Opisy są spójne z akcją i nie oddalają czytelnika od głównej historii przedstawionej w książce. Dialogi są dobrze napisane, a w wielu miejscach sporo sytuacji wyjaśniają i w bardzo naturalny sposób popychają akcję do przodu. Autorowi udało się wprowadzić swoje postacie w historię początku państwa polskiego i oblec to delikatnie welonem słowiańskiej fantastyki. Wróżda potrafi wciągnąć czytelnika i poprowadzi go obok Draconisa przez grody Giecz, Gniazdo, Poznań, Lednica, przez bitwy i bezdroża lasów.

Bonusik dla czytelnika

Pierwotnie Wróżda ukazała się jako selfpublishing w roku 2018. Wtedy książkę zdobiły wspaniałe ilustracje autorstwa Martyny Janik, które świetnie odtwarzają opisane w książce sceny. Lira, wydając poprawioną wersję w 2020 roku, zdecydowała się zachować i pokazać grafiki. Zobaczymy je wplecione w tekst rozdziałów. Dodatkowo wnętrze okładki, po rozłożeniu skrzydełek ukazuje mapę, na której, poza najważniejszymi rzekami i pasmami górskimi, oznaczono miejsca, które są wspomniane w książce. Można zatem w trakcie czytania śledzić trasę jaką pokonują nasi bohaterowie. W sieci można także znaleźć dodatkowe nowelki: Noc Krwi oraz Czerwień – opowiadające historie wspomniane we Wróżdzie, ale nie rozwinięte. Kto zechce, ten sięgnie po więcej. Sam autor zaleca przeczytanie ich dopiero po skończeniu czytania Wróżdy.

Wspomnę, że w sprzedaży jest także Żmij – tom drugi Wróżdy, ale o tej książce napiszę innym razem.

Autor artykułu: Marcin Patela
Korekta: Adrianna Patela
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY- SA 3.0