“Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian” – wielojęzyczność publikacji: wada czy zaleta?

Pierwszy raz o dziadzie wędrownym usłyszałam już jako dziecko. Mój dziadek (rocznik 1930) często powtarzał i przywoływał pewną interesującą historię, którą pamiętał z dzieciństwa. Pewnego dnia do ich domu zawitał nieznajomy wędrowiec; wędrowiec ten pomógł im rozwiązać problem krowy, która przestała nagle dawać tłuste mleko.

Tytuł: Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian
Autor: Katia Michajłowa
Wydawca: Oficyna Naukowa
Rok wydania: Warszawa 2020
Liczba stron: 488
Tłumacz: Karpińska Hanna
ISBN: 9788374591119

Choć sami żyli bardzo skromnie, moja prababcia nie odmówiła dziadowi posiłku i ugościła go najlepiej jak umiała. Od pierwszej opowiedzianej przez mojego dziadka historii, postać dziada wędrującego po świecie, który miał być w przekonaniach ludu łącznikiem z „tamtym światem”, przedstawicielem zmarłych (dziadów-przodków), czy też nawet samym bogiem, bardzo mnie fascynuje. Dlatego sięgnęłam po monumentalne dzieło bułgarskiej antropolożki kultury i  folklorystki profesor Katii Michajłowej. 

Katia Michajłowa włożyła wiele czasu i pracy w wydanie tak obszernej pozycji książkowej, zawierającej materiały z folkloru następujących narodów słowiańskich: bułgarskiego, serbskiego, chorwackiego, rosyjskiego, ukraińskiego, białoruskiego, polskiego, słowackiego i czeskiego. Co ważne, ciekawe i unikatowe, Michajłowa włączyła do swojej książki również oryginalne pieśni, błogosławieństwa i modlitwy dziadowskie, a także opisała tajne znaki i tajny język, którym mieli się posługiwać. Na końcu tej publikacji znajdziemy również dziadowskie baśnie i legendy moralizatorskie, a także zamieszczono tam ilustracje, przedstawiające dziadów lub instrumenty, którymi się posługiwali.

Kim byli wędrujący dziadowie?

Dziadowie wędrowni, znani już od czasów średniowiecza, często byli bajarzami i śpiewakami. Wykonywali w miejscach publicznych, zwłaszcza pod kościołami, czy też w okolicy miejsc pielgrzymkowych, rozmaite pieśni, głównie o tematyce religijnej i zabarwieniu moralizatorskim, ale także pieśni epickie, legendarne, opiewające lokalnych bohaterów i ich ścieżki życia. Co ciekawe, na całym obszarze Słowiańszczyzny, badaczka zauważyła podobne wierzenia związane z dziadami. Ludność miejscowa z jednej strony bała się ich, a z drugiej- byli oni dla niej osobami magicznymi. Dlatego ludność była dla dziada zawsze bardzo gościnna i szczodra. 

Dziad kalwaryjski, Józef Putek, CC BY- SA 4.0

Znanych jest również wiele opowieści mówiących o biedakach, którzy przyjęli dziada w swoje progi i podzielili się z nim ostatnią kromką chleba, za co zostali wynagrodzeni, ale i bogaczach, którzy przepędzili dziada i stracili cały swój majątek. Fascynujące jest podobieństwo tych przekazów ustnych na tak rozległym terenie. 

Wielojęzyczność publikacji: wada czy zaleta?

Profesor Michajłowa jest poliglotką, dlatego dotarcie do ludności miejscowej, we wszystkich badanych krajach, zapewne nie było dla niej trudne. Język polski tej autorki zadziwia subtelnością oraz skomplikowanym, naukowym słownictwem. Swoją wielojęzyczność autorka i badaczka przeniosła w skali 1:1 do swojej książki, co z jednej strony czyni ją autentyczną, z drugiej jednak utrudnia odbiór wielu czytelnikom. 

Studiowałam m.in. filologię bałkańską, to znaczy j. serbski i bułgarski, zaś na studiach mieszkałam w akademiku z osobami z Białorusi, Rosji czy Ukrainy. Wychowałam się na pograniczu polsko-słowacko- czeskim i często bywałam w sąsiednich krajach na zakupach lub na urlopie. Obecnie mieszkam wśród Serbołużyczan, nauczyłam się języka dolnołużyckiego i znam również pasywnie górnołużycki. Dzięki temu słowiańskiemu otoczeniu towarzyszącemu mi przez całe życie, niewątpliwie nie są mi obce języki słowiańskie. Niestety nie jestem w stanie zrozumieć wszystkich tekstów pieśni dziadowskich, ich gawęd i opowiastek. Trudność stanowi nierzadko także ich archaiczna lub gwarowa forma, a także wszechobecne potocyzmy, rymy, nie zawsze mające logiczny sens, czy skróty, które trudno znać w obcym języku. 

Myślę, że wielu czytelników zniechęci się do lektury, ponieważ ponad połowa książki, nie została przetłumaczona na język polski. Oczywiście warto czytać tego typu przekazy ludowe w oryginale, uważam jednak, że ich przekład na język polski, mógłby nie tylko ułatwić zrozumienie tej bardzo ciekawej pozycji na rynku wydawniczym, ale i znacznie poszerzyć grono odbiorców.

Dziad wędrowny jako mile widziany gość

Najciekawszym wątkiem książki były dla mnie rozdziały, traktujące o funkcjach dziada wędrownego w obrzędach przejścia (wesele, chrzciny, pogrzeb, wspominki), a także dziadowskie baśnie i legendy, umieszczone w aneksie. Fakt, że dziadowie wędrowni byli mile widzianymi gośćmi na weselach, czy też chrzcinach (zwłaszcza dziecka, które urodziło się wiele lat po ślubie) jest dla mnie intrygujący. 

Przyjmuje się, że kultura dziadów wędrownych w większości krajów słowiańskich miała swój kres przed, albo tuż po drugiej wojnie światowej. Trzy lata temu byłam jednak gościem na weselu w pewnym mieście w woj. podlaskim, gdzie przed kościołem spotkaliśmy obdartego żebraka. Kiedy para młoda opuściła kościół, podbiegł do nich, śpiewając jakąś pieśń, po czym złożył im życzenia. Większość gości była zdziwiona, lecz nie rodzice pana młodego, którzy stwierdzili, że ów nieznajomy na pewno przyniesie szczęście młodej parze i czym prędzej zaprosili go na wesele. Siedział przy stoliku obok naszego i gdyby nie jego zniszczony strój i zapach, pewnie nie rzucałby się w oczy. 

Także moja babcia, mieszkająca przez jakiś czas sama w dużym domu na Mazurach, przyjmowała co roku, zimą pewnego wędrownego żebraka, który nie śpiewał, ale opowiadał jej wierszowane historyjki w zamian za jedzenie i kąt do spania w stodole. Którejś zimy po prostu się nie pojawił i do dziś nie wiemy, gdzie zakończył swoje wędrowanie. 

Dziad wędrowny: artysta czy żebrak?

Warto zaznaczyć, że wielu dziadów wędrownych było ślepcami, dlatego potrzebowali oni przewodników. Byli nimi zwykle mali chłopcy, którzy później, już jako starcy, zdali relację ze swojego życia autorce publikacji. Jeden z najbardziej znanych ślepców w Serbii, gęślarz Filip Višnjić, był informatorem słynnego Vuka Karadžicia, serbskiego myśliciela, pisarza, językoznawcy, leksykografa, etnografa i przede wszystkim wielkiego reformatora języka serbskiego. W przypadku Višnjicia, mamy również do czynienia z dziadem wędrownym, który był niewidomy, ale mimo to posiadał również rodzinę, do której wracał kilka razy do roku. Byłam bardzo zaskoczona tym faktem, ponieważ zawsze myślałam, że w drogę wyruszały osoby bez domu i rodziny. Okazuje się jednak, że wspomniany guślarz nie był wyjątkiem. Innym ważnym aspektem jest rozróżnienie między wędrownym dziadem, a zwykłym żebrakiem. 

Michał Greim, Dziadowie-żebracy w okolicach Kamieńca Podolskiego (Ukraina), koniec XIX w.

Wędrowny dziad uważał się za wykwalifikowanego nosiciela, głosiciela i twórcę folkloru. Pieśniarzy epickich grzebano także, nierzadko z honorami, na cmentarzu w ich rodzinnej wsi. Często na  nagrobku takiego wędrownego twórcy, umieszczano wizerunek gęśli lub inskrypcję, mówiącą że był gęślarzem. Zwykłego żebraka chowano zwykle poza obrębem cmentarza, pod płotem, jako obcego. 

Co dasz za życia żebrakowi, to znajdziesz na tamtym świecie, czyli dziadowskie opowieści i legendy

Uwielbiam podania i legendy z różnych stron świata, dlatego czytanie publikacji rozpoczęłam od końca, gdzie autorka zebrała podania i bajki dziadowskie w języku bułgarskim. Często ta sama opowieść jest zapisana w kilku różnych wersjach, ponieważ była zasłyszana od kilku informatorów. Niektóre z tych opowieści były mi znane z innych książek. Szkoda, że opublikowane bajki dotyczą jedynie jednego obszaru badań. Byłam ciekawa, o czym opowiadali serbscy, czy polscy dziadowie wędrowni. Brak opowieści z interesującego mnie obszaru, stanowi jednak w tym wypadku impuls do dalszych, własnych poszukiwań.

Komu polecam tę pozycję wydawniczą?

Wielojęzyczność tekstów, brak polskiego tłumaczenia większości z nich, naukowy język publikacji oraz wielostronicowe przypisy, sprawiają, że książkę mogę polecić jedynie osobom z bardzo wysokim wykształceniem lingwistycznym i zainteresowanym tematem naukowcom. Niestety, lektura jedynie fragmentarycznie trafi do szerszej grupy odbiorców, ze względu na wymienione wyżej czynniki.

Osobiście dowiedziałam się z tej książki wielu nowych faktów na temat dziada wędrownego, postaci, która zdaje się podążać za mną od dzieciństwa. Niestety, z braku kompetencji językowych, nie mogłam zagłębić się w tajniki pieśni dziadowskich, a co się z tym wiąże w pełni skorzystać z pracy prof. Michajłowej.

Okładka książki “Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian”.

W sprawie zakupu książki prosimy kontaktować się z wydawcą: KUP KSIĄŻKĘ

Autorka artykułu: Justyna Michniuk
Korekta: Karolina Lisek
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY-SA 3.0