Ładowanie

Potworne “Krakowskie potwory”

Potworne “Krakowskie potwory”

Jakiś czas temu moją uwagę zwróciła zapowiedź nowego serialu Netflixa, którego akcja będzie się rozgrywała we współczesnym Krakowie, po którego ulicach grasują słowiańskie demony.  Stwierdziłem, że poczekam na premierę i dam serialowi szansę. Może ktoś w końcu pochyli się nad tematem słowiańskości i umiejętnie go pokaże na małym ekranie? Sam trailer dawał mi nadzieję – mroczne ujęcia, klimatyczna sceneria, podniosła muzyka, wartkie ujęcia i dość dobrze wykonana technicznie postać demona. To sobie poczekałem…

[iSAP: Wiedza tajemna w księgach magicznych dawnej Polski]

Studio: Telemark
Tytuł: Krakowskie Potwory
Dystrybucja: Netflix
Ilość odcinków: Sezon pierwszy – 08 odcinków
Data premiery: 2022-03-18

Na Brackiej pada deszcz

Główna bohaterka serialu, Alex (Barbara Liberek), właśnie rozpoczyna studia medyczne. „Przypadkiem” dostaje się do zamkniętej i elitarnej grupy studentów prof. Zawadzkiego (w tej roli Andrzej Chyra). Zawadzki to światowej sławy patolog, jednak działalność grupy wykracza daleko poza program studiów. To grupa polskich X-Menów obdarzonych „darami” wszelakimi. Skąd te dary? Licho wie, bo w serialu o tym nie ma żadnej wzmianki. Jeden z nich potrafi porozumieć się ze zmarłymi, inny ma super siłę a jeszcze jeden widzi przyszłość. Oczywiście bliźniaczki czytają w myślach. Za oknem pada nieustanny deszcz o supermocy dodawania tajemniczego klimatu (co jest już nadużywane w większości produkcji). Co ciekawe, w komediach romantycznych deszcz ma umiejętność rozwiązywania konfliktów pomiędzy zwaśnionymi kochankami… ale to temat na inną recenzję.

Kadr z filmu “Krakowskie potwory”.

Krakowskie potwory i demonicznie zły serial

Już w opisach serialu na stronie Netflixa, można było znaleźć wiadomość , że w związku ze słabym dostępem do literatury na temat słowiańskich wierzeń i demonów, twórcy serialu pozwolili sobie na sporą improwizację. Oczy bolą, gdy czyta się takie informacje przy takim bogactwie kulturowym i literackim – wybór jest, trzeba tylko trochę poczytać. Niestety ta improwizacja dość ostro odbija się na wyglądzie i zachowaniu słowiańskich demonów. Otóż główny antagonista Alex to demon, który opętał ciało małego chłopca, wiecznie umazanego błotem lub czekoladą. Wierzę, że to jest tylko czekolada. 

Wzrost cen cekinów

Demony przedstawione w serialu, aby nie powiedzieć że są śmieszne, użyję słowa dziwne. Pierwszy, jaki się pojawia na ekranie, jest dobrze zrobiony. Może nie straszny, ale przyzwoicie wygląda. Następnie pojawiają się wezwane dwie panny (Zapadliska), wyłażące z kałuży przy krawężniku drogi. Jedna biega w regionalnej krakowskiej sukience i białej koszulce, a druga w koszulce koszykarskiej – tylko w niej. Innym razem z runa leśnego podnosi się demon wyglądający jak rasowy rastafarianin z Jamajki, który właśnie opróżnił swoją faję wodną z niezłą wkładką. No i as sezonu – Weles. Gość występuje w sukni całkowicie obszytej cekinami. Zużyto prawdopodobnie wszystkie cekiny dostępne w kraju. Weles w tym stroju troszkę wygląda jak egipski kapłan Marnypopis w Misji Kleopatra. Same sceny oddziaływania demonów na ludzi też są dość mocno improwizowane. Nie odzobaczę sceny, gdy chłopiec umazany błotem stara się zmanipulować główną bohaterkę, a osoby postronne będące w tym czasie na placu Krakowskiego Kazimierza obsesyjnie grają w łapki, oblewają się ketchupem lub stukają sobie „baranka”. Zauważalne jest także sporo zapożyczeń z innych, dobrych filmów. Scena inkantacji zaklęcia usuwającego połączenie z demonem, czyli gdy wszyscy nasi X-Meni w kręgu wykonują identyczne gesty, jest żywcem wyjęta z serialu OA, też Netflixa. Innym zapożyczeniem jest scena zobaczenia przyszłości, gdy jedna z bohaterek podnosi do twarzy dłonie z namalowanymi na nich oczami. Dokładnie jak w filmie Labirynt Fauna. Nawet układ ust identyczny. O samym pomyśle X-Menów Krakowskich już wspominałem wcześniej.

krakowskie potwory
Kadr z filmu “Krakowskie potwory”.

Nie mów do mnie teraz

Główna bohaterka wchodząc w nowo poznaną grupę ludzi, nie dowiaduje się niczego. Nikt z nią nie rozmawia na temat nowej sytuacji, jaką zastała. Wszyscy czekają na profesora. On ma jej to wyjaśnić. Profesor zjawia się i akcja toczy się dalej. Alex nie wie co się dzieje i nikt nie dąży do tego, by ją w temat wprowadzić. Rozmowy, dialogi między postaciami są urywane i nie wnoszą zupełnie niczego do akcji serialu. Równie dobrze aktorzy mogliby milczeć w wielu scenach. Jednak czasami ktoś się odezwie i ku zaskoczeniu widza, nie powie niczego co może popchnąć akcję do przodu lub coś wyjaśnić. Scenografia wydaje się być w porządku. Zastanawia mnie jednak łatwość wejścia do prosektorium w Krakowie. Bo według twórców filmu jest to wybitnie łatwe. Tak z ulicy to sobie każdy może wpadać? Żadnych zamków? Kłódka jakaś może? Scena w której profesor wertuje „stary manuskrypt” wywołuje u mnie dość szeroki uśmiech. Trochę pracowałem ze starymi księgami, wiem jak antykować papier by wyglądał na bardzo stary, więc się czepiam. Tu papier był dokładnie wymięty i rozprasowany, a na brzegach przypalony. Stopień pogięcia papieru powodował, że aktor musiał podkładać dłoń pod kartkę, by dało się ją przewrócić na drugą stronę. Sprawdzałem listę konsultantów zatrudnionych przy realizacji serialu. Kilku psychologów w tym dziecięcy, jacyś ludzie od scenografii i zasad ruchu drogowego. Ani jednej osoby od rekwizytów o wierzeniach ludowych, czy słowiańskich nie wspomnę. No cóż taki wybór – a mogło być inaczej.

Krakowskie potwory film
Kadr z filmu “Krakowskie potwory”.

A mogło być tak pięknie

Autorkami scenariusza i odpowiedzialnymi za reżyserię są dwie panie. Córka Agnieszki Holland Kasia Adamik i Olga Chajdas. Tu mi się przypomina serial też dla Netflixa „1983”. Przeszedł bez echa i pilotowy pierwszy sezon nie był już dalej rozwijany. Cóż, teraz przyszedł czas na zniszczenie pomysłu o horrorze w słowiańskich klimatach. A wystarczyło się przygotować, poszukać literatury dość szeroko dostępnej, poszperać, przygotować dobre postacie bohaterów. Niestety, wyszło jak zwykle. Może kiedyś, gdzieś, ktoś inny zabierze się za tematykę słowiańską i zamiast „improwizacji”, zwyczajnie dobrze się przygotuje do swojej pracy i rzetelnie przedstawi słowiańską mitologię na małym ekranie. 

Coś jednak załapało

Trzeba przyznać, że mimo dużej ilości minusów, są także i plusy. Dużym plusem są zdjęcia. Lekko przyciemniony z mrocznym blurem obraz oraz dobrze dobrana muzyka potrafią nadać odpowiedni klimat w scenach. Niestety obraz psuje całość przekazu i dźwięk często nie współgra ze scenami, bo oto słyszymy muzykę z dreszczykiem, a widzimy pannę z gołym tyłkiem biegnącą na czterech kończynach w koszulce koszykarskiej po chodniku. 

Uważam, że czas spędzony na oglądaniu tego serialu mogłem wykorzystać bardziej twórczo lub zwyczajnie pospacerować po lesie. A tak, to straciłem kilka cennych godzin własnego czasu. Szkoda.

Autor artykułu: Marcin Patela
Korekta: Ewa Mszczuja Jabłońska
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY-SA 3.0