Jak chroniono się przed słowiańskimi demonami?

Słowiańszczyzna w swej pierwotnej, politeistycznej, poprzecinanej bagnami, mokradłami i nieprzebytymi lasami formie, obfitowała we wszelkiego rodzaju demony i inne istoty zaświatowe. Były stworzone bądź to z czystej magii, bądź woli Bogów, czy też powstały w wyniku złej śmierci. 

[iSAP: Jakie demony słowiańskie spotkasz w Żywcu?]

Wiele tych istot, pilnując swoich siedlisk, było człowiekowi obojętnych, a na ich gniew można się było narazić szkodząc ich dziedzinie. Były jednak i takie, które powstając z błądzącej ludzkiej duszy, poszukiwały innego człowieka, by z niego czerpać, mścić się, lub wodzić go na zgubę. Demony te nie zginęły wraz z przybyciem chrześcijaństwa, co więcej, istoty z mitologii niższej przetrwały do dzisiejszych czasów w swej czystej, nieskażonej zakazem wielobóstwa formie. Uznane za formy demoniczne, pochodzące wprost z piekła lub czyśćca, ostały się rusałki, wodniki, południce i zmory.

„Obok zaś wielokształtnej rzeszy bożków, którymi ożywiają pola i lasy lub przypisują im smutki i rozkosze …”

Helmold, Kronika Słowian, XII wiek

Magia przeciwko demonom

Ludność chroniła się przed demoniczną mocą za pomocą magii. Sypano zatem sól, pluto przez ramię, unikano nocą rozstajów dróg. Sposoby obrony były tak liczne jak demony, którym miały przeciwdziałać. Do tego różniły się między sobą zależnie od regionu, a także aktualnych potrzeb nawiedzanego. Patrząc na nie okiem laika można by pomyśleć, że pozbawione były wspólnego mianownika. Trudno bowiem dopatrzyć się wspólnej części w niepracowaniu w południe i zamykaniu drzwi obory drewnianą łyżką. Jednak im bardziej szczegółowo przyjrzymy się kulturze słowiańskiej, tym ten związek staje się coraz bardziej oczywisty, aż ukazuje się w całej swej wielobarwnej i wielowymiarowej formie tabu.

demony i baba jaga
Chata śmierci / Изба смерти, 1905, Mikołaj Roerich. Domena publiczna

Demony słowiańskie a tabu

Aby w ogóle zrozumieć sens zabiegów mających odpędzić lub powstrzymać demony, należy rozpocząć rozważania od opisania ogólnego zbioru sakralnych zakazów i nakazów, które sankcjonują nietykalność miejsc, ludzi i przedmiotów. Tabu, czyli wszystkie rzeczy święte i przeklęte równocześnie, nie przynależące ludzkiej dziedzinie, są obce i pozostające w rękach samych Bogów. 

Dziś przez pojęcie tabu rozumie się przede wszystkim pewien społeczny zakaz lub nakaz, pomijając zupełnie przyczyny jego obowiązywania. Z tego też powodu wydźwięk tabu stał się negatywny, a jego stosowanie stanowi o ciasnocie umysłowej i zaściankowości. Jednak jeśli przyjrzeć się tabu dokładnie i przeanalizować jego genezę, okazuje się, że ma swój początek w mitologicznych początkach boskiego ładu świata zawartego w mitach. 

Spotkanie Sabały z boginką tatrzańską według wyobrażenia Walerego Eljasza-Radzikowskiego

Sakralny zakaz lub nakaz, opisujący jak zachować się w określonych miejscach i sytuacjach, jest nawiązaniem do pierwotnego chaosu, właściwego sytuacji kształtowania świata i związanego z nią niepokoju. Nawykły do ładu człowiek stroni od chaosu, choć jest on nieodłącznym elementem jego życia. Należy go zatem traktować z szacunkiem i rezerwą, jako obcy element rzeczywistości.

Tabu to zakaz lub nakaz nie wynikający z charakteru samej zakazanej rzeczy lub czynności, lecz z jej mitologicznego podobieństwa do pierwotnego chaosu. To ten element decyduje o dystansowaniu się ludzi od tabu. Najlepszym porównaniem jest transformator elektryczny – nie można wskazać jego charakteru, trudno mówić o dobru lub złu, jednak powszechnie wiadomo, że dotykanie transformatora może prowadzić do śmierci. Podobnie tabu – bliskość może być niebezpieczna, dlatego traktuje się je z bojaźnią i szacunkiem. 

Wróćmy jednak do tematu ochrony przed demonami, czytelnik może bowiem mieć poczucie niepotrzebnej dygresji, podczas gdy temat sakralnych zakazów i nakazów jest z ochroną przed demonami ściśle związany. I tak sfery objęte tabu można podzielić na trzy kategorie: tabu dotyczące miejsc, ludzi i zdarzeń.

 

Siedliska demonów i tabu miejsc

W magicznym rozumieniu świata, dzieli się on na miejsca względnie bezpieczne, którymi są domy, wsie i pola uprawne, miejsca obce, groźne jak lasy i drogi, oraz miejsca mediacyjne, szczególne niebezpieczne punkty, w których nasz świat dotyka świata duchów, przez co są objęte ścisłym tabu. Do miejsc mediacyjnych należy zaliczyć rozstaje dróg, progi domów i bramy, miedze, cmentarze oraz zbiorniki wodne i ich okolice, a także kościoły i inne świątynie.

[iSAP: ,,Polska demonologia ludowa. Wierzenia dawnych Słowian” ]

To właśnie w miejscach mediacyjnych najczęściej można było spotkać istoty nie z tego świata, a co za tym idzie narazić się na ich negatywne działanie. Oczywiście najprostszym rozwiązaniem byłoby unikanie takich miejsc, jednak to oznaczało, że człowiek musiałby nie podróżować, nie odwiedzać sąsiadów, a nawet nie przechodzić przez próg swojego domu, na zawsze pozostając zamkniętym w czterech ścianach. Jednak jak wiemy, podróżowano, odwiedzano się, chadzano do świątyń i do karczm. Co więcej w miejscach styku różnych światów człowiek mógł i często miał potrzebę załatwiania swoich istotnych, magicznych interesów. Należało zatem przed działaniem złego po prostu się zabezpieczać.

Amulety na rozstaje dróg

Najbardziej popularnym sposobem było noszenie przy sobie przedmiotów magicznych – amuletów lub znajomość słów i modlitw mogących złego odpędzić. Dodatkowym bonusem było posiadanie czystego serca, które zawsze chroniło posiadacza. Istnienie tego artefaktu zwykle jest wątpliwe i subiektywne, zatem w stałym zestawie magicznym noszono sól, wodę święconą czy kredę wziętą na Trzech Króli. O dziwo, mało popularne w odpędzaniu demonów z miejsc styku były zioła, choć obecnie w powszechnej magicznej świadomości to one pełnią największą rolę ochronną. Amulety miały za zadanie oddzielać to, co bezpieczne, znane człowiekowi, od rzeczy obcych i wrogich. 

Niemiecki znaczek pocztowy z 1991 roku, na którym przedstawiono łużycką opowieść o południcy

Ponieważ w obcych stronach, a zwłaszcza na rozstajach, nie można było z góry określić, jaki demon przyplącze się do człowieka, należało nosić amulety działające na jak największą liczbę  duchów i zjaw. Najczęściej rozstaje i ich okolice zasiedlały różnorakie diabły mylące drogi, czy też zadające zagadki, od których plątał się rozum. Spotkać można było również złe czarownice. By się od nich opędzić, należało mieć przy sobie święconą sól lub kredę, macierzankę lub, co ciekawe, trupi bandaż (dosłownie długi fragment tkaniny, którym podwiązywano zmarłemu brodę, aby nie otwierały się mu usta. Pozyskany fragment takiego bandaża miał mieć ogromne właściwości magiczne i apotropeiczne).

Leśne demony słowiańskie

Pola i lasy, podobnie jak wody, zwłaszcza te uważane za głębokie, uznawano za strefę przynależną zaświatom. Świadczą o tym choćby podania o wynoszeniu kalekich noworodków do lasu, by oddać je „swoim”. Co oczywiste, była to dziedzina niezwykle nieprzyjazna człowiekowi, pełna zaświatowych istot i błąkających się dusz. Należało zatem gruntownie się zabezpieczyć, by przeżyć wyprawę do lasu, na bagna czy rozlewiska. Mieszkało tam wszak wszelkie złe – rusałki, utopce, wodniki. Zależnie od potrzeb należało je karmić lub płoszyć. Rusałki znane z ognistego temperamentu i zamiłowania do harców skutecznie odstraszały gałązki piołunu oraz sól, która kaleczyła ich skórę. Wodnikom rzucano w wodę monety lub jedzenie, by je przebłagać, aby nie dręczyły ludzi. Jak zatem widzimy, sposobów na zabezpieczenie się przed demonami było mnóstwo, ale należy pamiętać, że i one nie gwarantowały bezwzględnej ochrony. Nawet najlepiej zabezpieczony wędrowiec mógł nie wrócić żywy z rozstajów czy wyprawy do lasu.

Domowe i polne demony słowiańskie 

Wydawałoby się, że po niebezpiecznym błądzeniu po granicach zaświatów dom i pole będą ostoją ciszy i spokoju. Nic bardziej mylnego. Mogła przecież przybyć kikimora i złośliwymi sztuczkami budzić niemowlęta oraz zmuszać je do ciągłego płaczu. Leżącego na miedzy malucha mogła porwać mamuna, zostawiając swoje zaświatowe, chore dziecko. Zmory dusiły ludzi i męczyły konie, a południce karały za pracę w południe. Nawet przyjazny na co dzień domowik mógł okazać swe głębokie niezadowolenie, jeśli nie zadbano o niego należycie. Aby uchronić się przed takimi działaniami istot z zaświatów, dzieciom wiązano czerwone wstążki na nadgarstkach i wkładano sól do pieluszki. W domu, gdzie dopiero urodziło się dziecko, stawiano miotłę w poprzek drzwi, aby nic złego przez nią nie przeszło. Co ważne, wiele bytów przebłagiwano lub po prostu schodzono im z drogi, wypełniając w ten sposób nakazy tabu i te zabiegi traktując jako ochronę.

Człowiek człowiekowi… demonem

Pewien tryb życia czy szczególny stan mógł powodować, że dana osoba była przez społeczność uważana za magiczną i dlatego obejmowano ją tabuizacją, często wystawiając poza nawias, na margines społeczny, zmuszając do tułaczki. Na przykład osoby ułomne uznawane były za posłańców bogów, w związku z czym stawały się wędrownymi dziadami chodzącymi od wioski do wioski. Dziada należało przyjąć i ugościć, bo mógł sprowadzić na dom nieszczęście. Gdy opuszczał domostwo, należało za nim rzucić chlebem lub zamieść drogę brzozową miotłą, aby całe zło, jakie przyniósł, wyniósł ze sobą, a jeśli zostawił urok lub złe słowo – aby poszło razem z nim. Zresztą chlebem rzucano też za ciężarną, jeśli przyszła coś pożyczyć lub nie można jej było dać tego, czego zażądała. Miało to uchronić dom przed wyniesieniem z niego szczęścia czy też plagą zjadających wszystko myszy. 

Kikimora, Iwan Bilibin, 1934

Dlaczego chleb i brzozowa miotła? Brzoza jest uważana za święte drzewo – giętka, wiotka oraz biała, przypisana była siłom ładu. Jej gałązki miały mieć moc oczyszczania przestrzeni i wyganiania chorób. Między innymi dlatego w łaźniach chłostano się brzozowymi witkami. Chleb natomiast, jako boski pokarm, jest symbolem dobra, szczodrości i dobrego życzenia. Rzucając go za człowiekiem robimy tak, jakbyśmy rzucali najlepsze co mamy, a zatem rzucone przez dziada klątwy przestawały być zasadne i zaświaty je ignorowały.

Oczywiście tymi, których również należało się obawiać, byli ludzie drogi, a zatem spędzający długie miesiące w samotności owczarze, wędrowni skrzypkowie czy cyganie. Pewnym było, że ich natura jest magiczna. Należało ich przyjąć i ugościć, inaczej ich gniew mógł boleśnie dotknąć dom, w którym doznali zniewagi. Owczarz mógł sprowadzić szaleństwo na dzieci gospodarza czy też plagę żab lub myszy, jeśli nie został właściwie ugoszczony lub wynagrodzony. Skutki jego gniewu w zasadzie mógł zdjąć tylko inny owczarz lub inny równie magiczny człowiek, który chciał dopomóc dotkniętej klątwą rodzinie. Nie było zatem innego sposobu na obronę przed tego typu czarami niż wykonanie tego, czego magiczny przybysz żądał. 

Poza ludźmi drogi magiczni byli także bywalcy lasów, a zatem wszelcy zielarze, bartnicy i wiedźmy mieszkające poza społecznością. I na ich gniew nie warto było się narażać, ponieważ rzuconych w złości uroków można było już nie cofnąć. 

Jak widać, ludzie władający magią najczęściej przejmowali cechy miejsc uznawanych za zaświat. Zatem owczarze, bartnicy, zielarze i cyganie, naznaczeni drogą i lasem, przejmowali magiczne cechy miejsc i stawali się równie co one niebezpieczni, przynosząc ze sobą do siedzib ludzkich chaos i nabożną grozę.

Demoniczne dni i noce – czas a magia

Poza szczególnymi miejscami i ludźmi traktowanymi niemal jak postaci demoniczne, należało jeszcze pamiętać o czasie, jakim objęty był świat w swym cyklu. I tak bardzo szczególnym okresem był maj, a zwłaszcza okres Zielonych Świątek, kiedy rusałki tłumnie ruszały do siedzib ludzkich. Majono wówczas ochronnie domy tatarakiem, nie wylewano wody, aby nie oblać i nie znieważyć rusałki. Wystawiano pokarm, aby niesforne duchy mogły się pożywić. Ostatecznie wodzono je również tańcem i śpiewem, aby usatysfakcjonowane wyprowadzić z wioski. Nie bez kozery, właśnie ten okres uznawano za bardzo niebezpieczny. W niemal wszystkich kulturach maj to miesiąc boskich zaślubin Ziemi z Niebem i rozbuchanej, bujnej płodności. Jak wiadomo wszelka płodność jest naznaczona chaosem zaświatów, zatem pewną logiczną konsekwencją jest wzmożona aktywność niebezpiecznych duchowych bytów, które należy gościć i obłaskawiać. Człowiek bowiem w tym okresie nie tylko potrzebował się przed demonami bronić, ale także wziąć ich niewykorzystaną za życia witalność i nasączyć nią pola, aby dawały obfity plon.

Kolejnym szczególnym okresem było przesilenie letnie – Nocy Kupały. Wierzono, że był to czas wzmożonej działalności czarownic. Dlatego też, czyniąc obrzędy, przepasywano się bylicą, a w oknach i pod powałami wieszano wianki z macierzanki, aby domostwo pozostawało bezpieczne. 

Iwan Bilibin, Wodnik

Oczywiście, newralgicznym czasem był okres pogrzebu i Dziadów, gdy zasłaniano lustra w domach, aby nie odbijały się w nich dusze zmarłych. Wierzono, że jest to czas, kiedy świat umarłych wkracza w ludzkie życie i należy dać mu gościnę, ale i zabezpieczyć siebie przed jego niepożądanym działaniem. Sypano zatem mak na progach, palono gromadki, aby wskazać duszom drogę do krain umarłych, nie wychodzono z dziećmi po zmierzchu i chadzano wyłącznie gromadami.

Były też odpowiednie pory dnia, kiedy należało magicznie wykonywać pewne rzeczy lub się od nich powstrzymać. Praca w południe mogła skutkować gniewem południc, które łamiącego tabu karały silnym bólem głowy, a nawet śmiercią. Nie należało niczego pożyczać o zachodzie słońca, bo to, co zostanie wyniesione z domu bez bacznego słonecznego oka, przepadnie i nigdy już nie wróci. 

Mnogość demonów i możliwości

Można by powiedzieć, że sposobów ochrony przed demonami było mnóstwo i zależały one od regionu, sytuacji ludzi czy pory roku. Jednak jeśli przyjrzeć się bliżej, można dostrzec, że wszystkie te sposoby łączy nabożna tabuizacja zjawisk nieznanych, zaświatowych. Wszystkie te sposoby pozostają w strefie wierzeń pierwotnych i zabiegów magicznych, na które nieco tylko wpłynęły wierzenia chrześcijańskie – choćby wprowadzając do kręgu talizmanów kredę czy wodę święconą. 

Wizerunek domowika autorstwa Iwana Bilibina (1934)

Dlatego też należy założyć, że wszystkie te zachowania pierwotnie dotyczyły istot boskich lub półboskich, pod wpływem chrześcijaństwa pozbawionych atrybutów dziedzinowych i opiekuńczych i sprowadzonych jedynie do roli szkodliwych demonów.

Autorka artykułu: Agnieszka Ptaszyńska
Korekta: Adrianna Aminae Janusz
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY- SA 3.0

Bibliografia

[1] Podgórscy B. i A., Wielka księga demonów polskich. Leksykon i antologia demonologii ludowej, Katowice 2005.
[2] Lehr U., Wierzenia w istoty nadzmysłowe, „Etnografia Polska”, t. XXVIII, z. 1.
[3] Ogrodowska B., Zwyczaje, tradycje i obrzędy w Polsce, Warszawa 2001.
[4] Pełka L. J., Polska demonologia ludowa, Warszawa, 1987.
[5] Jerzy S.Wasilewski, Tabu, zakaz magiczny, nieczystość, Etnografia Polska t.XXXIV, 1990