Svita:  folk, fantastyka, poezja śpiewana

Debiutancki krążek zespołu Svita przynosi z sobą brzmienia z dość różnych, momentami odległych od siebie światów. Niemniej całość składa się na bardzo szeroko rozumiany fantasy folk. 

Ta  autorska nuta, oparta jest w dużej mierze na klimatach pop-folkowych, czerpiących inspiracje z dobrodziejstw kultury celtyckiej, bliskowschodniej, skandynawskiej, słowiańskiej (siłą rzeczy) ale też muzyki filmowej, poezji śpiewanej, szczypty etno-jazzu i  garści medieval-folku.

Pomysłodawcą projektu jest Paweł Dyjan, muzyk, który wywodzi się ze środowiska folkowego. Materiał na album powstawał przez cztery lata i w efekcie połączył autorskie interpretacje nordyckich i słowiańskich średniowiecznych legend przetransponowanych w stylistykę fantasy  z klimatami współczesnymi. Pierwsza „czwórka” płyty – Portal, Czarna Droga, Pani Jeziora (I tu zaznaczę od razu, że nie nie jest to cover znanego hiciora Leśnego Licha) i Leśny to swoista, wręcz koncept-albumowa opowieść z pogranicza dawnych światów północnej i wschodniej Europy.

Wybrzmiewa w niej sporo łagodnego folkowego ducha opartego o poezję śpiewaną, szeroko rozumiany celtic folk à la Clannad i szczypta nuty stylizowanej na dworsko-symfoniczną. Piąty utwór to neofolkowy, już stricte skandynawski Den Vilde Jagt, który jest pewnego rodzaju wstępem do bardziej „morsko-filmowej” części płyty. Cóż, Morski SenBiałe dusze to klimat avant-popowy i w dużej mierze szantowy w rozumieniu folku morskiego, przełamany nastrojowym, podchodzącym pod popowe brzmienia world music.

Następnie klimat delikatnie dryfuje w stronę stricte fantasy (Earwen) i przechodzi w dwa utwory instrumentalne: celtycko-irlandzko etno-popowy Entrance To The Tavern i medytacyjny Duch Wiatru. Po nim nadciąga folkowo-poetycki Duch nocy z tekstem Bolesława Leśmiana zaczerpniętym z wiersza Noc bezsenna i… nastaje dyskretnie jazzujący chanson Świt. To nie koniec. Bonusowy Koci kłak to coś innego, to lekko rapująco-melorecytowany folk rock, na swój sposób wyrywający z transu ale i ze sporej ilości fantasy’owego lukru. Płyta „Svita” to bardzo szerokie nawiązanie do Słowiańszczyzny, to też z jednej strony koncept album, ale z utworami, z których część mogłaby stać się radiowymi hitami, a inne mogłyby służyć jako podkład muzyczny do głębokich medytacji.

Na płycie na pewno połączyły się siły folkowego i symfonicznego grania. Szantowo-irlandzkie brzmienie podaje tu sobie rękę z szeroko rozumianą Skandynawią, słowiańską fantastyką, poezją śpiewaną i odrobinką dyskretnego uroku filharmonii, przełamanymi nutką wspomagającą gry RPG.

Czy to za dużo grzybów w barszczu? To zależy dla kogo. Piewcy stricte tradycyjnego grania raczej będą zawiedzeni, miłośnicy turbofolku podobnie. Ale ci, którzy szukają inteligentnego etno-popu i muzyki przyjemnej ale nie trywialnej – znajdą czego szukają. Płyta może być też start-upem do dalszych poszukiwań dla świeżo zafascynowanych szeroko rozumianą Słowiańszczyzną.

KUP PŁYTĘ

A już niebawem spodziewajcie się wywiadu z Pawłem Dyjanem. 

Autor artykułu: Witt Wilczyński
Korekta: Adrianna Patela
W ramach iSAP Słowiańska Agencja Prasowa

Materiał powstał w oparciu o współpracę