Wiatrowładni – słowiańscy bogowie i demony wiatru

Lotna natura wiatru daje o sobie znać najpełniej, gdy tylko zaczynamy zgłębiać się w podania na jego temat. Wydaje się być żywiołem nastręczającym wyjątkowych trudności tym, którzy chcieliby go ujarzmić. Widać to chociażby w poezji czy w mitach. Wiatr wymyka się jednoznacznym definicjom i być może dlatego próby jego antropomorfizacji należą w podaniach ludowych raczej do rzadkości. Nie oznacza to jednak, że słowiańskich wyobrażeń na temat wiatru nie znamy w ogóle. W prezentowanym artykule przyjrzymy się przekazom na jego temat, które przetrwały do naszych czasów.

Osobom obeznanym ze słowiańską mitologią zapewne pierwszym bóstwem wiatru, które przychodzi na myśl, jest Strzybóg. W kronice Nestora i zabytkach piśmienniczych, które na niej bazują, imię Strzyboga jest jedynie wspomniane, ale już w Słowie o wyprawie Igora mówi się o wiatrach jako o synach Strzyboga, z czego można wywnioskować, że on sam był bogiem wiatru. Jego imię łączono najczęściej z rdzeniem *stri-, czyli onomatopeicznym wyrazem na skrzypienie wiatru.[1] Aleksander Gieysztor, nie zgadzając się z powyższą etymologią, zaproponował inną interpretację autorstwa Jakobsona, według której rdzeń *stri- pochodzić może z indoeuropejskiego *ster- , istniejącego też w łacinie w czasowniku sterno, -ere, które wiąże się ze słowami: rozpościerać, rozdawać, rozszerzać, siać.[2]

Zakładając, że etymologia Jakobsona jest prawidłowa (a co do czego nie ma pewności, ponieważ jest to tylko jedna propozycja z wielu), to jedną z kompetencji bóstwa mogłaby być odpowiedzialność za zasiew. Uwagę zwraca jedna z polskich bajek ludowych, w której diabeł pojawia się jako władca wichru, właściciel worka z ziarnami, które rzucone na ziemię zmieniają się w wiatr.[3] Wyobrażenia o bóstwie wiatru, które trzyma wiatry uwięzione w worku lub skute łańcuchami w pieczarze, są powszechne nie tylko na obszarze słowiańszczyzny, ale występują też u innych ludów indoeuropejskich. W Odysei Homera Eol, grecki bóg wiatru, dał Odyseuszowi worek z zamkniętymi tam wiatrami: południowym Notosem, północnym Boreaszem, wschodnim Eurosem. Na wolności zostawił tylko zachodniego Zefira, żeby towarzyszył głównemu bohaterowi podczas podróży.

Czcili powiew powietrza łagodny, szeleszczący przez kłosy i liście, zowiąc bóstwo jego Pogwizdem”.[4]
Poprzez skojarzenia z przestrzenią słowiański wiatrowładny przypominałby także indyjskiego Waju, czyli bóstwo o dwojakiej naturze: zmiennego boga wiatru oraz stabilizującego kosmos pana przestrzeni rozciągającej się pomiędzy ziemią a niebiosami. Odpowiednikiem Waju w mitologii bałtyjskiej jest Wejas: bóg, który według Litwinów jest olbrzymem. Zgodnie z jedną z litewskich wersji podań o potopie, pierwszy i najwyższy z bogów imieniem Pramzimas, określany mianem boga olbrzymów, zesłał na wielkoludy potop za sprawą olbrzymów imieniem Wandu i Wejas (woda i wiatr), aby ukarać ich za krnąbrność i nieposłuszeństwo. Pramzimas bardzo przypomina skandynawskiego Ymira, praolbrzyma z nordyckich mitów, ojca całego rodu olbrzymów. Po pokonaniu Ymira przez Odyna, z jego ran wytrysnęła lodowata woda i zatopiła prawie wszystkich olbrzymów. 

Wróćmy do podań o słowiańskim bóstwie wiatru, w których uwagę zwraca praca Miechowity, który zapisał, że Polacy: “Czcili powiew powietrza łagodny, szeleszczący przez kłosy i liście, zowiąc bóstwo jego Pogwizdem”.[4] Bielski również o nim wspomniał: „Chwalili niepogodę, którą zwali Pochwistem, a dziś w Mazowszu zowią jeszcze Pochwiściel”. Powtarza to także Błażowski, dodając, że: “Gruba Ruś Ukrainna przed wichrem głowy swe nachylając pokłon mu rozmaicie wyrządza”.[5] Jakub Wujek nie omieszkał również zawrzeć Pochwista na liście bóstw czczonych przez przedchrześcijańskich mieszkańców Polski: “Była kiedyś Polska nasza ciemnościami, kiedy miasto prawego a żywego Boga lada dyjabelstwa: Jesse, Lady, Nije, Marzanny, Ziewany, Zyzylie, Żywie, Pogody, Pochwisty, Lelipoleli, Pioruny, Gwiazdy i  y Węże chwaliłá”.[6] Oskar Kolberg zanotował, że chłopi w tarnowskiem, którzy pracowali w upalne dni, z utęsknieniem oczekiwali powiewu chłodzącego wiatru, wołając do siebie: “Powiewaj wietrzyku, powiewaj, damy ci Anusię”. Zdaniem Kolberga był to relikt dawnego zwyczaju składania władcy wiatru ofiar z ludzi.[7]

Bóg wiatru – wygląd

Michał Federowski o wyobrażeniach na temat bóstwa władającego wiatrami z okolic Żarek, Siewierza i Pilicy pisał w następujący sposób: “Na najwyższej górze w świecie siedzi na miechu Świstun. Lud go sobie przedstawia jako człowieka olbrzymiej postaci, odzianego w szaty obłoczne, z wiecznie rozczochranemi kłaczyskami. Sapaniem swojem sprowadza wiatry, a gdy się opije, porywa wtedy czapkę niewidzialności, opuszcza się na ziemię i tu, dmąc w miechy, hula po świecie, a cokolwiek napotka na drodze, choćby to były wiekowe sosny, dęby olbrzymie, budynki lub płoty, wszystko wywraca, obala i niszczy. Świstun, przenosząc się z szybkością błyskawicy, z miejsca na miejsce, wydaje przeraźliwy świst, połączony z groźnym rykiem, podobnym do piekielnych głosów, lub wrzasku dzikich rozszalałych bestji”.[8]

Łemkowie wierzyli, że demon wiatru jest potężnego wzrostu mężczyzną.

Czesław Pietkiewicz w 1938 roku pisał o Poleszukach, że wiatr (wiècer) „wyobrażają sobie w postaci człowieka, potwornego brzuchala, o ustach bardzo wydłużonych na podobieństwo dzioba gęsiego. Dziób ten, by sprawić wiatr ciepły, roztwiera się szeroko, a do zimnego szczelnie się zaciska, pozostawiając na końcu tylko mały otworek. Wiatrom czasami dają imiona: swistùn, ledawik, śniehawìk i chuchacz”.[9] Również na Chełmszczyźnie występuje postać władająca wiatrami, nazywana Wiatroduj. Zgodnie z podaniami ludowymi jest to istota dowodząca czterema demonami niższego rzędu, które dmuchaniem wysyłają wiatry w cztery strony świata.[10] Łemkowie wierzyli, że demon wiatru jest potężnego wzrostu mężczyzną, który zamieszkuje wśród konarów wielkiego rozłożystego drzewa rosnącego samotnie na wysokim i stromym szczycie górskim.[11] Podobne wyobrażenie występuje u Litwinów, więc podania łemkowskie są być może reliktem wiary w olbrzyma zamieszkującego szczyt Szklanej Góry, na której rośnie kosmiczne Drzewo Życia.

Stróż zaświatów a bóg wiatru

Zgodnie z podaniami litewskimi raj leży na Wschodzie, na samym szczycie wcześniej wspomnianej Szklanej Góry, a u jego wrót stoją na straży dwaj olbrzymi: Ausztra, który jest gwiazdą przewodnią dla wybranych, oraz tłustowargi Wejas, który jednym dmuchnięciem odpycha potępionych i strąca ich w otchłań. Szeroka i głęboka rzeka opasa cały raj; przez nią rzucony jest most cieniutki jak nić pajęcza. Dusze wybranych przechodzą przez most z łatwością, lecz dusze potępionych są strącane w otchłań pełną gadów, wężów i żmij.[12] Analogie występujące między wierzeniami słowiańskimi i bałtyjskimi są bardzo czytelne. Zarówno w wierzeniach Słowian jak i Bałtów, bóstwo wiatru było wyobrażane w postaci olbrzyma, który mieszkał gdzieś na krańcu kosmosu, a niekiedy na szczycie góry kosmicznej. Zadaniem olbrzyma było niedopuszczenie nieodpowiednich dusz do raju. Ta funkcja wiatrowładnego bóstwa ma sens, jeśli uświadomimy sobie, że podróż zmarłego w zaświaty zaczynała się wraz ze spaleniem ciała na stosie pogrzebowym. Uważano, że ulatuje ona wraz z dymem do nieba. Dym unoszący się swobodnie uznawano za oznakę, że zmarły bez żadnych przeszkód osiąga zaświaty, natomiast porywisty wiatr zrywający się w trakcie ceremonii był złym omenem.

Funkcja stróża zaświatów mogła być jednym z powodów, przez którą bóstwo wiatrów uznawano raczej za postać negatywną. Według wierzeń kaszubskich ojczyzną wiatrów była Skandynawia. Ilekroć Szwedzi rozwiązują miechy, wypadają z nich wiatry i zaczynają hulać po świecie. Siła wiatru zależna jest od tego, ile worków Szwedzi otworzą. Gdy otwierają jeden lub kilka worków – dmie mniejszy wiatr, gdy odmykają wszystkie – powstają srogie wichury i sztormy, które z przeraźliwym wrzaskiem rzucają się na morze, wzdymają fale, porywają statki i niosą nawałnice.[13] Niejednokrotnie wiatr lub jego brak decyduje o możliwości dokonania podróży i połowów, dlatego zrozumiałym jest, iż zajmuje on poważne miejsce w wierzeniach ludowych.

Strzybóg, Andriej Szyszkin, 2014, CC BY 3.0

Smoczy wiatr Świst

Kaszubi nazywali władcę wiatru Świstem. Wyobraźnia ludowa obdarzyła personifikację Śwista skrzydłami nietoperza przytwierdzonymi do ciała ludzkiego, co upodabniało go do smoka. Hal do dzisiaj w języku bułgarskim oznacza zarówno wiatr halny, jak i smoka, ewentualnie bliżej nieokreśloną mityczną istotę zsyłającą burze i wiatry. Co ciekawe, w gwarze podhalańskiej smok to potoczna nazwa wiatru halnego. Michał Żmigrodzki przytoczył podanie z Ukrainy, które pokrywa się z bułgarskim wyobrażeniem wichury jako smoka: „Wiatr, to dyabeł przykuty do skały, który czasami odzyskuje wolność i wtedy ściąga obłoki. Mówią naówczas, że to jego wesele. Inni zaś powiadają, że wiatr to mały wąż, żyjący siedem lat, w drugich siedmiu latach staje się on wielkim wężem, a w ostatnich siedmiu latach staje się on gryfem”.[14] Być może w dawniejszych czasach powyższe wyobrażenia dotyczyły jedynie wiatru północnego (por. staropol. stwora = wiatr północny).

Zezowaty bóg wiatru

W rosyjskim folklorze funkcję bóstwa wiatru przejął św. Kasjan. Przedstawiany jako ślepy (lub zezowaty) i włochaty stwór zamieszkujący pieczary, miał trzymać wiatry uwiązane na 12 łańcuchach, które za każdym razem, gdy tylko wydostały się z podziemnej uwięzi, wywoływały na powierzchni trąby powietrzne i wichury. Kasjan, mimo swojego statusu chrześcijańskiego świętego, był postrzegany przez lud jako postać jednoznacznie negatywna, a dzień jemu poświęcony (29 lutego) był określany wyłącznie negatywnie, bowiem nazywano go m. in.: zazdrosnym, zezowatym, mściwym etc. Wierzono, że Kasjan posiada uroczne oko i wszystko, na co tylko spojrzy, natychmiast umiera.[15] Obraz słowiańskiego bóstwa wiatru, jaki wyłania się z ludowych podań, ukazuje nam postać mocno ambiwalentną, przypominającą wyglądem smoka lub potwora, zamieszkującego kraniec świata lub podziemia. Przechowywać miał wiatry w workach lub trzymać uwiązane dwunastoma łańcuchami, które czasem wypuszcza, wywołując w zależności od swej woli, delikatny wietrzyk lub wichury. Wyobrażenia te ukazują nieokiełznaną, zmienną i kapryśną naturę wiatru.

Dzień 29 lutego wraz z całym rokiem przestępnym, przez swoją wyjątkowość, obrósł negatywnymi wierzeniami i zabobonami. Zwany również “przybyszem”, miał mieć niekorzystny wpływ na sprawy życia codziennego. Na Śląsku wierzono, że rok ten odpowiedzialny jest za wyjątkowo dużą liczbę zgonów kobiet, co być może jest kolejnym śladem dawnego zwyczaju składania bóstwom krwawych ofiar. Powszechnie uważano, że wody mineralne pod wpływem “przybysza” tracą swoje lecznicze właściwości i stają się wręcz szkodliwe.

W kontekście św. Kasjana i daty jego święta ciekawa wydaje się relacja Thietmara, według którego Obodryci czcili jakieś bliżej nieokreślone bóstwo podziemne w drugim miesiącu roku: „W miesiącu lutym który poganie czczą przez ofiary oczyszczający oraz stosowne dary zewsząd znoszone i który wywodzi swe miano od podziemnego boga Plutona, zwanego przez nich także Februus”. Prawdopodobnie właśnie z powodu jego demonicznego charakteru wystrzegano się wiatru i w kulturze ludowej używano przeciwko niemu różnych zabiegów magicznych. Szczególnie skuteczna przeciwko wiatrom miała być sól św. Agaty. W zamowach starano się obłaskawić wiatr i skłonić go do odejścia w odległe strony. Czasem wynoszono przed próg mąkę i sól, aby przestał wiać. Innym razem rzucano na wiatr szczyptę mąki lub soli, aby nie czynił szkód.[19] Z przekazów ludowych dowiadujemy się, że nie można pluć na wiatr, ani też rzucać w niego nożem. W tekstach zamawiań znachorskich wiatr jest sprawcą chorób i wywoływać ma łuszczkę, bielmo, płaczki u dziecka, gościec i szeroko pojęty ból, a za jego przyczyną zsyłane są na człowieka uroki.[20] 

Autor artykułu: Patryk Paterek
Korekta: Adrianna Patela
Dla iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa