Wczytywanie teraz

Recenzja książki „Bogowie Polski” Szymona Zdziebłowskiego

Recenzja książki „Bogowie Polski” Szymona Zdziebłowskiego

Kim byli ludzie, którzy wznosili konstrukcje starsze od egipskich piramid i w co wierzyli, zanim na dziejowej scenie na dobre rozgościli się Słowianie? Po „Bogów Polski” Szymona Zdziebłowskiego sięgnęłam z mieszaniną ogromnej ciekawości i… sporej dozy niepewności.

Dostałam jednak lekturę, która totalnie otwiera głowę, rzuca wyzwanie utartym schematom i w zalewie pseudonaukowej makulatury stanowi powiew rzetelnej, a zarazem porywającej wiedzy.

Tytuł: „Bogowie Polski. Szamani, megality i zapomniane słowiańskie bóstwa”
Autor: Szymon Zdziebłowski
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
Rok wydania: 2026
Liczba stron: 352

Nie oceniaj książki po okładce (naprawdę!)

Zanim przejdę do zachwytów nad treścią, muszę zacząć od łyżki dziegciu, a właściwie od elementu, który o mały włos nie zniechęcił mnie do lektury. Oprawa graficzna tej pozycji jest – mówiąc dyplomatycznie – wyjątkowo niefortunna. W pierwszym odruchu, patrząc na stylistykę okładki i krzykliwy front, pomyślałam z niepokojem: „Oho, znowu turbosłowianie, Wielka Lechia i teorie spiskowe…”.

Okładka książki Szymona Zdziebłowskiego „Bogowie Polski”, źródło: Wydawnictwo Rebis. Na prawie cytatu.

Nawet podtytuł – choć ostatecznie okazuje się nadzwyczaj trafny i celnie spina klamrą całą opowieść – w pełni doceniłam i zrozumiałam dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. Jeśli więc Wasz wewnętrzny detektor pseudonauki również zaświeci się na czerwono przy pierwszym kontakcie z tą książką na księgarskiej półce: zignorujcie ten impuls i dajcie jej szansę. W środku kryje się zupełnie inna bajka.

Historia, która trzyma w napięciu niczym rasowy kryminał

To, co Szymon Zdziebłowski zrobił z narracją, zasługuje na ogromne brawa. Autor – z wykształcenia archeolog, a zawodowo wytrawny dziennikarz naukowy (znany m.in. z serwisu „Nauka w Polsce” PAP czy „National Geographic”) – porwał się na projekt niezwykle odważny. Zaprezentowanie dziejów duchowości na ziemiach polskich na przestrzeni tysiącleci to zadanie, przed którym uciekłby niejeden aktywny naukowiec.

Zdziebłowski snuje swoją opowieść niczym reportażowy thriller lub kryminał z wątkiem śledczym. Razem z nim wyruszamy w fascynującą podróż w głąb dziejów naszych ziem – od paleolitycznych łowców i figurek Wenus, przez twórców megalitycznych grobowców i tzw. „polskiego Stonehenge”, aż po wierzenia wczesnośredniowiecznych Słowian. To niesamowity splot historii, o których istnieniu wielu współczesnych mieszkańców Polski nie ma bladego pojęcia.

Odczarowywanie mitów i rzetelna kwerenda

Jako osoba czuła na punkcie źródeł, czytałam „Bogów Polski” z ołówkiem w ręku. W trakcie lektury natrafiałam na wątki tak zaskakujące, że na bieżąco robiłam własny research w literaturze fachowej. I za każdym razem okazywało się, że autor ma twarde poparcie w faktach i badaniach. Zdziebłowski opiera się na wywiadach z wybitnymi specjalistami i najnowszych publikacjach naukowych, a gdy pozwala sobie na szerszą interpretację – uczciwie to komunikuje.

Spotkałam się z głosami innych recenzentów, że rozdziały poświęcone np. zabytkom egipskim w Polsce (kult Izydy i Ozyrysa) czy pojedynczym, nietypowym stanowiskom są zbędną dygresją. Moim zdaniem – wręcz przeciwnie! Włączenie tych wątków to doskonały ruch. Autor bierze na warsztat znaleziska, wokół których w sieci od lat narastają niestworzone teorie spiskowe, i z archeologiczną precyzją je odczarowuje, pokazując ich rzeczywisty kontekst.

Przykladowe zdjęcie z opisem z książki „Bogowie Polski…”. Prawo cytatu.

Drobnym zgrzytem, przy którym uniosłam brew, był fragment sugerujący odurzające właściwości ochry – odebrałam to jako pewne niedopowiedzenie i zbyt daleko idący skrót myślowy. Poza tym wyłapanym przeze mnie niuansem, w mojej ocenie merytoryka broni się bardzo dobrze i spełnia swoją podstawową rolę, czyli popularyzacji, a nie literatury eksperckiej.

Rodzimowiercy w książce „Bogowie Polski…”

Jako rodzimowierczyni nie mogłam przejść obojętnie obok fragmentów dotykających współczesnych kontynuatorów dawnych wierzeń. Miło, że zostaliśmy w tej publikacji dostrzeżeni i przedstawieni jako żywe ogniwo wielowiekowej, wciąż ewoluującej tradycji, a nie tylko muzealny folklor.

Warto jednak zaznaczyć, że w opisach współczesnych praktyk wkradły się drobne nieaktualności – jak choćby w wątkach dotyczących organizacji Święta Stada. Nie traktuję tego jednak w kategoriach błędu autora. Doskonale rozumiem realia procesu wydawniczego – maszynopis powstawał i był przygotowywany do druku na długo przed tym, zanim w obrzędowości święta zaszły ostatnie zmiany.

Przykladowe zdjęcie z opisem z książki „Bogowie Polski…”. Prawo cytatu.

Podsumowanie

,„Bogowie Polski” to publikacja niezwykle potrzebna, która w porywający sposób poszerza horyzonty. Pokazuje, że sacrum na naszych ziemiach nie zaczęło się wczoraj ani tysiąc lat temu – potrzeba objaśniania świata i szukania kontaktu z siłami wyższymi towarzyszyła ludziom od niepamiętnych czasów.

Książka Zdziebłowskiego zaskakuje, zmusza do myślenia i udowadnia, że popularyzacja archeologii może być równie wciągająca, co najlepsza powieść sensacyjna. Polecam z całego serca każdemu miłośnikowi pradziejów i naszej rodzimej tożsamości.

Autorka recenzji: Karolina Lisek
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa

Recenzja powstała w oparciu o dostarczony egzemplarz recenzencki.