Część druga – ,, Jesteśmy Słowianami, czyli dlaczego dziś mówicie po Polsku”

„ … do mojego, morfeuszowego niebytu szczęśliwości wiecznej, zaczęła docierać rzeczywistość – poprzez ból mięśni, zapach dymu i słodkawy posmak popiołu w ustach. Z nieukrywanym żalem, ociągając się, pożegnałem Morfeusza otwierając nie bez przymusu oczy. Słońce stało już koło południa – aż strach pomyśleć, że tak długo spałem. Trzeba zacząć gospodarzyć na nowym, stałym miejscu bytowania …”

[Część pierwsza: Naci przodkowie do nas…]

Tak właśnie zaczęliśmy osiadać na stałe, a nie na zbiory. Plemiona nasze ciągle się powiększały i brały w posiadanie kolejne tereny, aż zaczęły ze sobą graniczyć. To powodowało zatargi, a nawet wojny o obszary sporne. Wtedy zaczęliśmy zbliżać się do systemu państwa feudalnego, znanego już na południu, wschodzie i zachodzie. Nie chcieliśmy sformalizować swojej państwowości. Uważaliśmy, że wiemy co dla nas najlepsze, a jeden władca nad plemionami nie leżał w naszym interesie – aż  pewnego dnia …

Mężny Słowianin Lech – w on kraj wjechawszy,
Drużynie swojej, szpłachcie ról rozdawszy,
Rozszerzał z niemi włość wszerz, wzdłuż, szeroko,
Gdzie zajrzeć mogło w który kraj ich oko.

W pewnym czasie pojawili się ludzie, których Wy nazwiecie Lechitami – protoplastami, lecz dla nas byli to tylko sąsiedzi. Faktycznie mieli większą wiedzę (nie wiadomo, gdzie zdobytą) i potrafili ją wykorzystać.

Więc przybył – niech będzie mu Lech – ze swoją świtą, nie wiedzieć skąd i dlaczego gnany jakimiś bliżej nieokreślonym pragnieniem alibo hołdujący jeszcze starym zwyczajom wypaleniskowym. Nosił się, jakby nie był zwykłym kmieciem, ale kimś przywykłym do wydawania rozkazów i władania innymi. Może był tym kimś, kogo właśnie potrzebowaliśmy? …

Zaczęliśmy się więc organizować, niechętnie i nie bez przymusu, czy to ze strony Lechitów, czy to ze strachu przed gorszymi władcami – obcymi kulturowo. Każdy ród miał przecie swoje ambicje i znając swoją wartość (wkład) w codzienne funkcjonowanie plemienia, niechętnie oddawał władzę. Każdy ród miał własne plany i własną politykę. Przy tym byliśmy ludźmi bardzo emocjonalnymi, co doprowadzało niejednokrotnie do kłótni, waśni i nawet zrywania porozumień … Patrząc dziś na to, co po nas pozostało, widzę, że te nasze emocje ciągle w Was żyją …

Jednoczenie się plemion (nie zawsze dobrowolne, jak już wspomniałem) zapoczątkowali Polanie- tam, gdzie gospodarzyć zaczęli Lech i jego potomkowie. I tak gospodarzyli usiłując przekonać nas do wspólnego państwa i wspólnego gospodarzenia … czy udało się? Trudno powiedzieć. „Dynastia” Lechitów musiała walczyć o utrzymanie tego, co już weszło w ich posiadanie. Przykro wspominać, ale to czasy, kiedy wrogiem dla Polan były inne plemiona słowiańskie. Zaczęła się doba wojen o państwowość, chociaż wtedy jeszcze nie wszyscy to rozumieliśmy.

Na końcu mieczów granice swe mając,
A nieprzyjaznym pola dostawając.
Z czego po dziś dzień cny Polanin sławny
Spaniały umysł mając w sobie dawny.

Taką oto spuściznę Lechici przekazali swoim potomkom i następcom, odchodząc w gęstniejący mrok mitycznych podań, obrastając legendą, niczym prastary głaz mchem porasta w ostępach puszcz nieprzebytych. Piastowie szybko zrozumieli, co oznacza bezczynność i podjęli trud nauki nas i naszych potomków skąd się bierze siła i bogactwo okolicznych krajów. Sąsiadujemy z ludami będącymi pod wpływem Cesarstwa Niemieckiego, za sąsiadów mamy Czechów, a i na wschodzie (choć jeszcze nie bezpośrednio) istnieją już organizacje państwowe na wyższym poziomie niż plemienny. Przez trzy pokolenia Piastowie usilnie mową, ale i mieczem przekonują nas do swojej polityki, co skutkuje tym, że Mieszko staje się  Księdzem Polan uznawanym przez Cesarzy Niemieckich za sąsiada. Ciągle byliśmy wolnymi kmieciami i ustrój feudalny nie był nam potrzebny, nie dając się zniewolić jeszcze przez kilka wieków. 

Zaufaliśmy Piastowemu Mieszkowi i nie zawiedliśmy się. Zaczynał władać częścią dzisiejszej Wielkopolski i Mazowsza, a wkrótce przyłącza Pomorze, Ziemię Krakowską, Sandomierską. Mieszko zwiększał swoje wpływy, ale nie zapomniał o swoim dziedzictwie:

Na końcu mieczów granice swe mając,
A nieprzyjaznym pola dostawając.

I tak rusza z bratem na wojnę z poddanym Cesarza Niemieckiego Margrabią Hodonem, któren niepomny na wierność Piasta Cesarzowi, zebrawszy wojsko napadł na nas, chcąc nam odebrać to, za co płaciliśmy cesarski trybut. Już wtedy odczuliśmy, że system państwowy funkcjonujący dookoła nas opiera się na podstępie, fałszu i zdradzie. Stanęliśmy z Mieszkiem i Czciborem pod Cedynią, aby bronić swoich praw i swojej mowy … i wygraliśmy tę bitwę, nikogo nie szczędząc, goniąc wrażych synów aż do rzeki Odry.

Powiedziałem, że broniliśmy swojej mowy? Czy byliśmy aż tak świadomi? Sam nie wiem, ale mieliśmy własne słowa i własną mowę. Szukajcie źródłosłowów współczesnych Wam wyrazów. Nie dziwcie się, że na ,,wsi spokojnej’’ ktoś jeszcze powie palyce, czy kotyk. Poszukajcie, czym dla nas była biesiada, biózdna, czy bchła. Mieliśmy zatem własną mowę wyraźną i zrozumiałą dla kupców ze wschodu i południa, przez co nazwano nas Słowianami. Dziś Wy, czytając zapiski, czytacie będziem, zamiast będziemy. Zapominacie, że my mieliśmy jery. Dawne palyce przeszły w palce, a kotyk to kotek. Nasza mowa była bardziej śpiewna poprzez długie i krótkie samogłoski – kochaliśmy tę naszą świszczącą, melodyjną mowę i tak – byliśmy gotowi za to walczyć.

 Nie przeczuwaliśmy, że nadchodzi nowe, nieznane i obce. Nie przeczuwaliśmy, że będziemy musieli się zmienić po dobroci lub siłą. Nie przeczuwaliśmy tych wielkich zmian, jakie dla nas szykował Mieszko. Wkrótce już mieliśmy wejść w świat wielkiej polityki cesarstw i królestw – w świat kłamstwa, obłudy i zdrady. Sami mieliśmy się stać królestwem i tego też nie przeczuwaliśmy. Biliśmy Dunów i Germanów w uczciwej walce na polach bitew, a nas usidlono podstępem, przemocą i nowe przez Księdza Mieszka wprowadzono. Ale i w takiej godzinie zmiany, przy własnej mowie długo my wytrwali, aż mędrzec pewien, kilka wieków po nas, tak zechciał powiedzieć:

„A niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają.”

Ustrzegliśmy dziedzictwa przodków naszych – mowę świszczącą jak ostrze miecza, ustrzegliśmy i Wam potomnym przekazaliśmy.

W artykule wykorzystałem:

Części utworu „Lech najpierwszy monarcha Polski” prawdopodobnie z XVII wieku, gdyż melodia jest tożsama z pieśnią „Bolesław Chrobry”, która jest datowana na pierwszą połowę XVII wieku.Tekst oryginalny opublikowany w 1939 roku przez Główną Księgarnię Wojskową w Warszawie w Śpiewniku „Wojenna Pieśń Polska”. Śpiewnik opracowany w trzech tomach przez majora dyplomowanego Zygmunta Andrzejowskiego.
Oraz cytat Mikołaja Reja – cytat czasem opacznie rozumiany. Gęsi w tym cytacie jest przymiotnikiem i określa język łaciński – Mikołajowi właśnie z gęganiem gęsim kojarzyła się łacina.

Niniejszy artykuł nie jest dokumentem naukowym ani pracą naukowo-badawczą.
To moja opowieść, opowieść o tym co dziś nazywamy legendą, mitologią …
Opowiadam to, co przeczytałem w literaturze przedstawionej poniżej
stawiając pytania, na które na ogół nie udzielam odpowiedzi,
a jeśli już to zdawkowe i umożliwiające czytelnikowi poszukanie własnych.
Wszelkie opinie w mojej opowieści to mój światopogląd 
(z całą pewnością subiektywny) i czytelnik nie musi się z nim zgadzać.

Autor tekstu: Krzysztof Różycki
Korekta: Ewa Mszczuja Jabłońska
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC- BY- SA 3.0