Wehikuł czasu od wydawnictwa KOS, czyli “Słowiańskie korzenie”

Książkę Leszka Mateli Słowiańskie korzenie. Odkryj tradycje przodków wydało Wydawnictwo KOS. Jak możemy przeczytać na okładce:
„Słowiańskie korzenie to przewodnik po tradycji Słowian”.
Postanowiłem sprawdzić jego jakość.

Tytuł: Słowiańskie korzenie. Odkryj tradycje przodków
Autor: Leszek Matela
Wydawnictwo: KOS
Rok publikacji: 2020

PROCHY PRZODKÓW?

Zarówno okładka (przedstawia ona posąg ze Zbrucza), jak i dedykacja poświęcająca pozycję pamięci Lecha Emfazego Stefańskiego wskazują na ezoteryczne zainteresowania autora. Niestety problemy z rzetelnością przedstawianych treści rozpoczynają się już we wstępie. Można przeczytać w nim:

„Nie witamy się przez próg, bo kiedyś pod nim składano prochy przodka”[1].

Informacja ta jest powtarzana w książce jeszcze kilkakrotnie, wcześniej się z nią nie spotkałem, więc postanowiłem ją sprawdzić. Pomimo wielu poszukiwań, nie znalazłem niczego, co by ją potwierdzało. Pod progiem, owszem, grzebano poronione płody[2], uznawane za istoty demoniczne – porońce lub martwo narodzone dzieci[3], które nie przeszły rytu recepcyjnego włączającego je do wspólnoty. Pojawia się także wierzenie, że pod progiem pokutują dusze zmarłych[4].

O popiołach składanych pod progiem pisze Stanisław ze Skarbimierza:

„Niech usłyszą mężczyźni i kobiety, którzy wkładają popioły pewnym narzędziem pod próg, kiedy mają wejść do domu, wracając z czyjegoś pogrzebu”[5].

Zakładam, że to na podstawie błędnej interpretacji tego źródła powstało przekłamanie. Pod progiem rzeczywiści umieszczano popiół, ale zwykły, aby za żałobnikami nie wróciła do domu dusza chowanego zmarłego. Zatem to źródło przedstawia zupełnie inną sytuację.

ŻYCIE W ZGODZIE Z PRZYRODĄ?

Dalej otrzymujemy kilkanaście felietonów poświęconych w szerokim rozumieniu Słowianom. Autor do opisu wybiera te źródła, które pasują mu do wcześniej postawionej tezy. Tezy, którą roboczo nazywam „hipisosłowiaństwem”.

„Nasi przodkowie żyli w zgodzie z przyrodą i jej cyklami. Mieli łagodne obyczaje, lubili bawić się i cieszyć życiem”[6].

Teza ta słabo pasuje do rzeczywistości ludu, który krwawo zdobył cały Półwysep Bałkański. Zdobywcy nie zajmowali się wąchaniem kwiatków, oglądaniem motylków i przytulaniem się do drzew.

Oczywiście, jak każdy lud, który swoją gospodarkę opiera na rolnictwie, Słowianie żyli w zgodzie z cyklem rocznym natury. Jako przykłady „życia w zgodzie z przyrodą” autor podaje kult świętych drzew – składanie ofiar w Świętych Gajach, na świętych górach (Ślęża). Opisuje to w rozdziałach: Umiłowanie przyrody, Znaczenie poszczególny drzew i krzewów, Słowiańskie miejsca mocy. Znakomity badacz kultury słowiańskiej Kazimierz Moszyński, którego dzieło Kultura ludowa Słowian jest ujęta w bibliografii u Mateli, pisał:

„[…] u Germanów z jednej, a u Finów z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź ogólny szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian nie ma ani śladu[7].

Oczywiście istniał kult wybranych świętych drzew. Składano pod nimi ofiary, ale w sposób, jaki autorowi raczej nie przypadłby do gustu. Mianowicie rozpalano pod drzewami, w tym wypadku dębami, ogniska, w których składano ofiary ze zwierząt i roślin. Ogniska były rozpalone tak blisko, że opalały dolne partie drzewa. Mamy na to potwierdzenie w dębach poświęconych Perunowi, znalezionych na Ukrainie[8].

Podobnie Święte Gaje, w których modlono się i składano ofiary, nie był przypadkowymi kawałkami lasu. Bugaj (Boży Gaj), Stary Gaj, Zagaj – te nazwy wskazujące miejsca, gdzie dawniej były Święte Gaje, pokrywają się z miejscami, gdzie odkrywano pochówki słowiańskie, czy w postaci kurhanowisk, czy cmentarzysk ciałopalnych. Takim właśnie Świętym Gajem jest Bugaj w Kleczanowie, doskonale zachowane miejsce z kurhanami z X wieku, gdzie do dziś odbywają się uroczystości związane z Zielonymi Świątkami.

Zatem w Świętym Gaju nie oddawano czci mitycznym siłom przyrody, tylko wspominano i upamiętniano przodków na ich grobach.

Podobnie jest ze świętymi górami. Każde ze znanych miejsc słowiańskiego kultu, znajdujące się na górach, nosiło ślady działalności człowieka. Dopiero po delimitacji przestrzeni, przy pomocy kamiennych wałów lub wykopanych rowów, po przygotowaniu „ołtarzy”, czy to w postaci horgów (owalny kamienny bruk), czy kamieni ofiarnych, można było w takim miejscu rozpalić ogień i złożyć ofiary. Nie miało to nic wspólnego z czystą przyrodą – Słowianie wprowadzali ład w naturalnym chaosie.

NIERZETELNOŚCI

Tu chciałbym umieścić kilka sprostowań do znalezionych w czasie lektury nieścisłości. Przy opisie muzyki Słowian autor pisze o dawnych lirach:

„Początkowo szarpano je [struny] lub o nie uderzano. A od ok. IX w. zaczęto używać smyczka”.

Zapomina tu o tym, że u Słowian Wschodnich najpopularniejszy instrument ludowy – gusli – to nadal instrument szarpany.

W rozdziale Wierzenia dawnych Słowian dowiadujemy się, że:

„Tymczasem istoty duchowe naszych przodków nie były oparte na ścisłej dogmatyce, rozbudowanej teologii i mitologii […]”.

Twierdzeniu temu zupełnie przeczy występowanie na całym dużym obszarze Słowiańszczyzny tych samych bóstw, pojawiających się nie tylko w źródłach, ale i w toponimach.

„Obiatą najczęściej były płody rolne lub zwierzęta pozostawiane np. przy drzewie będącym przedmiotem kultu czy jakim ofiarnym pagórku […]”.

Jest to nieprawda – ofiary składano do ognia, mamy na to wystarczająco świadectw archeologicznych.

„Uważano, że dusze przewożone są do Nawii przez rzekę łódką”.

Sądzę, że to stwierdzenie pochodzi z mitologii greckiej. W kulturze ludowej są opowieści o przechodzeniu dusz przez most, a nie przewożeniu ich łódką.

„Na ogół przyjmuje się, że dawni Słowianie nazywali bóstwo główne Świętowitem […]”.

Ogół wyznawców słowiańskiej wiary nie uznaje Świętowita jako bóstwa głównego. Takie zjawisko możemy współcześnie obserwować w Rodzimym Kościele Polskim, gdzie Świętowit faktycznie jest bóstwem głównym. Podobnie błędnym jest nazywanie istot z demonologii ludowej „drobnymi duszkami przyrody”.

„Niektóre z nich [bóstwa] stworzone przez Jana Długosza dla potrzeb jego opisów, takie jak Jessa czy Nyja […]”.

Tu autor całkowicie pomija zgodną opinię współczesnych badaczy religii Słowian, opartą chociażby na Postylli (1405–1412 r.) Łukasza z Wielkiego Koźmina, że Długosz nie wymyślił opisywanego przez siebie panteonu.

Natomiast rozdział Świat bóstw męskich rozpoczyna właśnie wymyślone bóstwo Białobóg – o którym Jerzy Strzelczyk pisał:

„rzekome bóstwo Słowian Połabskich. Jego istnienia domniemywano, poczynając od XVII – XVIII w., poprzez analogię do Czarnoboga, wymienianego przez Helmonda”[9].

„Symbolem Peruna był również młot […]”.

Kolejne przekłamanie. Powszechnie znajdywanym na terenie całej Słowiańszczyzny amuletem poświęconym Perunowi jest toporek miniaturowy.

„Posągi Peruna posiadały głowę z czterema twarzami, rogiem obfitości w dłoniach i niekiedy wyrytą u dołu swastyką”.

Tu autor jako posąg Peruna przedstawia opis posągu Świętowita z Arkony. Posąg Peruna opisywany w Powieści minionych lat Nestora wygląda zupełnie inaczej.

„Na Bałkanach Trojan był zmorą nocną z woskowymi skrzydłami”.

Na Bałkanach Trojan jest uznawany za bóstwo słoneczne, a jego imię nosi jedna z największych gór w Słowenii.

„Trygław – połabski bóg o charakterze solarnym”.

Zarówno święte drzewo (orzech) stojące obok szczecińskiej świątyni Trygława, jak i jego zwierzę wróżebne (czarny koń), wskazują na chtoniczny charakter tego boga.

W rozdziale Świat bóstw żeńskich brakuje Marzanny, która została zaklasyfikowana do niższej kategorii jako demon (sic!). Jest za to:

„Kupała – bogini żądz miłosnych”.

Można się spierać, czy Kupało (Kupajło) jest bóstwem, ale zawsze jego płeć określana jest jako mężczyzna. Owszem mianem „kupała” określano dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach kupalnych[10], ale była ona zawsze przebrana za mężczyznę. W rozdziale Fenomen kamiennego Światowida autor myli datę publikacji (1962) z datą przeprowadzenia ekspertyzy fizyko-chemicznej posągu (1949). A priori uznaje autentyczność Idola Zbruczańskiego, twierdząc, że tylko w XIX wieku ją kwestiowano. Zapomina o pracach Mariana Wawrzenieckiego czy Stanisława Zakrzewskiego, czy najnowszej pracy ukraińskich archeologów Oleksija Komara i Natalii Chamajko podważających autentyczność posągu. A na górze Bogit nie zostało odkryte:

„w środku miejsce po kamiennym posągu”

tylko osiem wgłębień, gdzie prawdopodobnie stały posągi. Przy opisie bzu w rozdziale o znaczeniu poszczególnych drzew i krzewów autor nie wspomina o znanym z Katalogu magii Rudolfa zwyczaju wykorzystywania tego krzewu do magicznego pozbywania się ciąży, jak również o szeroko stosowanym wykorzystaniu nasion czarnego bzu jako apotropeionów do zabezpieczenia miejsc kultu[11].

W rozdziale Kalendarz i święta ogólnosłowiańskie przy opisie Szczodrych Godów, zamiast używać tej staropolskiej nazwy, znanej ze źródeł średniowiecznych, używa pochodzącej ze wschodu, znanej dopiero z XIX-wiecznych źródeł etnograficznych, nazwy „Godowe Święto”. Co ciekawe „Szczodry Wieczór” jest, ale dopiero 9 marca, zakładam zatem, że autor pomylił święto Szczodrych Godów z prawosławnym początkiem roku wypadającym właśnie w marcu.

„Znano natomiast zwyczaj wstawiania do domu symbolicznego drzewa życia, choćby w postaci snopka zboża czy jemioły”.

Jemioła nie miała znaczenia symbolicznego przy obchodzeniu Szczodrych Godów. Diduch, czyli postawiony w rogu izby ostatni zżęty snopek, to nie jest, jak pisze autor, „symboliczne drzewo życia”. Jeżeli już szukałby takiego, to odpowiadałaby tu podłaźniczka albo wspominany przy innych okazjach pająk. Pająk inaczej zwany „światem” (przestrzenna konstrukcja budowana ze słomy), to właśnie jest szczodrogodowy obraz otaczającego nas świata. I absolutnie nie jest to słowiański „łapacz złych snów” jak twierdzi autor.

Stwierdzeniu autora z rozdziału Szaty i ozdoby:

„Jeśli chodzi o fryzury, to słowiańscy mężczyźni w dawnych czasach nosili przeważnie długie włosy i brody”

przeczy wygląd posągów bóstw słowiańskich, zarówno tych zachowanych jak i opisywanych. Na posągach bóstwa męskie mają przystrzyżone włosy, gładko ogolone twarze z pozostawionymi wąsami. I tak najprawdopodobniej wyglądała powszechnie noszona fryzura.

W katalogu słowiańskich miejsc mocy, tak naprawdę będących spisem słowiańskich świętych gór, przy opisie Ślęży, nie wiem czemu, autor pomija znajdującą się w tym samym masywie Radunię. Przecież właśnie tam znajdują się kamienne wały kultowe. W opisie Tumu koło Łęczycy znajdujemy:

„W dawnym miejscu kultu Słowian wzniesiono kolegiatę”.

Dawnym miejscem kultu dla okolicznych mieszkańców była znajdująca się kilka kilometrów obok Góra św. Małgorzaty. Świadczą o tym nazwy okalających ją wiosek – Zagaje, Stary Gaj, a także to, że na Górze św. Małgorzaty kościół został wybudowany 20 lat wcześniej niż w Tumie.

Pomijam rozdziały zajmujące się ezoterią czy radiestezją, skupiłem się tylko na tych poświęconych Słowianom.

PODSUMOWANIE

Co otrzymaliśmy w tej pozycji Leszka Mateli? Wymieszaną jak dobrze przyrządzony bigos, mieszaninę wielu niesprawdzonych informacji wskazujących, że Słowianie byli ludem łagodnym i pogodnym na podobieństwo współczesnych hipisów. Co nie jest prawdą. A tytułowy „wehikuł czasu”? Dla mnie ta książka jest wehikułem czasu, ale nie przenosi mnie ona do czasów dawnych Słowian, lecz na początek lat 90-tych XX wieku, kiedy podobne treści można było czytać w „słowiańskich” artykułach umieszczanych w „Nieznanym Świecie” czy „Wróżce”. Współczesna literatura tematu, czy pisana przez rodzimowierców (Ziemisław Grzegorzewic, Rafał Merski), czy nawet środowisko turbosłowiańskie (Janusz Bieszk, Tomasz Kosiński) jest o wiele bardziej merytoryczna, oparta na całościowym przeglądzie źródeł. Dlatego zamiast sięgać po tę książkę, aby poznać podstawową wiedzę o wierzeniach Słowian, lepiej sięgnąć po darmowe pozycje, które w plikach PDF można pobrać z internetu, takie jak Rodzimowierstwo Polskie Jarowoja Mazowszanina i Ziemisława Grzegorzewica czy Małego Słowianina Przemysława Króla. W obu znajdziemy solidną dawkę informacji.

Okładka książki “Słowiańskie korzenie…”, źródło: Wydawnictwo KOS

Książka dostępna jest na stronie wydawcy: KUP KSIĄŻKĘ

Bibliografia

[1] L. Matela, Słowiańskie korzenie. Odkryj tradycję przodków, Katowice 2020, str. 11.
[2] H. Biegeleisen, Wesele, Lwów 1928, str. 98.
[3] K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian, Warszawa 1967, t. 2, cz. 2, str. 582.
[4] H. Biegeleisen, U kolebki, przy ołtarzu, nad mogiłą, Lwów 1929, str. 131.
[5] Stanisław ze Skarbimierza, Kazanie o zabobonach, cyt. za: M. Olszewski, Świat zabobonów w średniowieczu, Warszawa 2002, str. 185.
[6] L. Matela, op. cit., str. 14.
[7] (podkreślenia autora)
Moszyński, op.cit., str. 520.
[8] A. Bartwicki, Kły dzika i axis mundi – o dębach słów kilka, https://isap.info.pl/2021/01/17/kly-dzika-i-axis-mundi-o-debach-slow-kilka/, [dostęp: 21.02.2021].
[9] J. Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań 1998, str. 48.
[10] A. Kempiński, Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich, Warszawa 2001, str. 24.
[11] W. Chudziak, Wczesnośredniowieczna przestrzeń sakralna In Culmine na Pomorzu Nadwiślańskim, Toruń 2003, str. 65–66.

Autor recenzji: Arkadiusz Bartwicki
Korekta: Jakub Moroński
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC- BY- SA 3.0