Prawie bajki ludowe. “Klechdy…” od wydawnictwa Dragon

Przepięknie wydane Klechdy od wydawnictwa Dragon to punkt, nad którym każdy maniak kultury ludowej powinien się pochylić, ale i z dozą niepewności przyjmować…

Tym wstępem wprowadziłam trochę tajemnicy, którą wyjaśnię w poniższym artykule.

Tytuł: “Klechdy. Starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi”
Autor: Kazimierz Władysław Wójcicki
Redaktor prowadzący: Krzysztof Żywczak
Wydawca: Wydawnictwo Dragon Sp. z o.o.

Wydawnicze arcydzieło

Pozycja “Klechdy. Starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi” od wydawnictwa Dragon jest jedną z najpiękniejszych replik jaką kiedykolwiek miałam okazję przeczytać (a trochę ich było). Twarda oprawa utrzymana jest w niebiesko-czarnych odcieniach i przywodzi na myśl jesienny zmrok, po którym w lasach zaczynają tańczyć duchy i demony.

Klechdy-Wójcicki
Zdjęcie ryciny przedstawiającej K.W. Wójcickiego, źródło: “Klechdy…” wydawnictwa Dragon, fot.: Karolina Lisek.

Ciemna grafika została rozjaśniona złotymi liśćmi drzew i napisami, co nadaje jej głębokiego kontrastu. Na półce prezentuje się fenomenalnie, niczym zakazana księga pełna magii.

[iSAP: Aranżowanie małżeństw. O erotyce i relacjach na podstawie książki “Polesie. Studia etnosocjologiczne”.]

Tak się robi repliki

“Klechdy…” zostały uzupełnione o pokaźnych rozmiarów (75 stron) tekst, którego absolutnie nie powinno się pominąć i w mojej ocenie, stanowi kluczowy element tej pozycji. W spisie treści, przed tytułowymi klechdami znajdziemy takie rozdziały jak:

  • Ryszard Wojciechowski. Kazimierz Władysław Wójcicki i jego “Klechdy”,
  • Nota o autorze wyboru i opracowania,
  • Nota wydawcy.

Dzięki tym tekstom możemy lepiej zapoznać się z postacią autora, tj. Kazimierzem Władysławem Wójcickim i dowiedzieć się jak skutecznie “popsuł” bajki ludowe.

Magiczne historie w “Klechdach…”

Klechdy
Książka “Klechdy…”, fot.: Karolina Lisek

Nazwanie “Klechd…” bajkami ludowymi byłoby sporym nadużyciem zważywszy na fakt, że K.W. Wójcicki losowo wyrzucał z nich różne istotne elementy, dodając według własnego widzimisię inne, które miały stanowić bardziej dosadną rolę moralizatorską lub po prostu lepiej mu brzmiały. Nie oznacza to jednak, że Wójcicki zniszczył dosłownie wszystko. W wielkim stopniu przyczynił się do wzrostu zainteresowania inteligencji folklorem i ludowymi wierzeniami.

Warto zwrócić uwagę, że naukowa wartość “Klechd…” nie opiera się na bajkach i ich fabule, a na intrygującym zjawisku społecznym polegającym na ciągnięciu do prastarych źródeł. Bajki te, to istna skarbnica wiedzy nie na temat słowiańskiego świata i wielkich legend (chociaż na pewno wzbudzi wasze zainteresowanie w tym obszarze), ale skarbnica dotykająca moralnych dylematów czasów Wójcickiego. Warto mieć to na względzie dumając nad nimi lub jak kto woli-  zaśmiewając się do łez z ich dosadności.

[iSAP: “Dziad wędrowny w kulturze ludowej Słowian” – wielojęzyczność publikacji: wada czy zaleta?]

Podkreślam to jeszcze raz- “Klechdy…” nie są pierwotnymi bajkami ludowymi, takimi jakie były przekazywane wśród ludności wiejskiej, jednakże nadal z nich czerpią. Z tego też powodu warto zainteresować się tą pozycją i odkryć opowieści w wersji Wójcickiego, aby potem samodzielnie znaleźć ich niezdewaluowaną wersję.

“Klechdy…” to ponad 30 historii, ale wydawnictwo Dragon pokusiło się również o dodanie aneksu z bajkami Wójcickiego, które ukazały się w innych publikacjach. W efekcie, do dyspozycji mamy około 60 różnych tekstów, które czyta się niczym “Baśnie Braci Grimm”, tyle że w pierwotnej wersji dla dorosłych.

Czy “Klechdy” to pozycja dla dzieci?

Trudno mi ocenić, bo wiele zależy od kwestii indywidualnych. Według mnie, niektóre z bajek są zbyt brutalne lub intymne, aby mogły być przedstawiane dzieciom lub młodzieży. Z drugiej strony w popularnych bajkach dla dzieci, np. w “Królu Lwie” brat zabija brata, w “Pięknej i Bestii” jest zromantyzowany syndrom sztokholmski, a w “Śpiącej Królewnie”- akt wykorzystania nieprzytomnej kobiety… 

KUP KSIĄŻKĘ

Klechdy-okładka-Dragon
Okładka książki “Klechdy…”.
Jakkolwiek nie patrzeć na rolę kulturową “Klechd…” po prostu warto je mieć jako przykład znakomicie wydanej repliki. “Klechdy…” z wielką przyjemnością czytałam przed zaśnięciem, pozwalając sobie znowu stać się dorosłym dzieckiem. W pierwszym odruchu cena może odstraszyć, ale może warto w tej sytuacji zrobić sobie prezent na Szczodre Gody? Gorąco polecam!

Autorka artykułu: Karolina Lisek
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY- SA 3.0