Północny Sabat – urban fantasy w Warszawie i okolicy

Warszawa około roku 2000 (data wynika z późniejszych moich wyliczeń). Gdzieś w stolicy Dalia, główna bohaterka, prowadzi popularną kawiarnię Aria. Aria słynie z ziołowych naparów, maści wszelakiej i „cudownej atmosfery”.  Pewnego dnia brat Dalii, Branko, znika bez śladu. Poszukiwania nie dają żadnego efektu. Ostatni ślad brata prowadzi na stanowisko archeologiczne na górze Ślęża.

Kilka dni później, Dalia otrzymuje tajemniczą przesyłkę z instrukcją, by udać się na ulicę Bracką do tamtejszego antykwariatu. Domyśla się, że nadawcą mógł być jej brat. 

Niespodziewanie na swej drodze spotyka całą gromadkę tajemniczych ludzi. Po bliższym zapoznaniu się z nimi okazuje się, że to Zaklinacze, członkowie Sabatu. Dalia jest jedną i najważniejszą z wiedźm Sabatu, jednak nie ma o tym zielonego pojęcia. 

Autor: Agnieszka Sorycz
Tytuł: Północny Sabat
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Ilość stron: 432
Data premiery: 2020-09-29

Przebudzenie klątwy

Od 6 tysięcy lat członkowie Sabatu obłożeni są klątwą, którą aktywuje pojawienie się na świecie inkarnacji Dalii – Piątej Wiedźmy. Od tego czasu, zawsze przed swoimi 28 urodzinami, tuż przed przesileniem, Dalia jest mordowana przez Łowcę. Dodatkowo przedstawicieli Sabatu prześladuje tajemnicze Przymierze. Problem najnowszej inkarnacji Dalii to fakt, że odrodziła się o 150 lat za wcześnie. Dodatkowo jest całkowicie pozbawiona pamięci z poprzednich wcieleń. Teraz więc należy w kolejności: a) umieścić Dalię w bezpiecznym miejscu, b) przywołać jej pamięć z poprzednich wcieleń, c) unikać Przymierza, d) znaleźć Łowcę.

Powoli do przodu

Chętnie sięgnąłem po egzemplarz recenzencki „Północnego Sabatu”, bo opis wydawcy zachęcał. Początek przygody z książką to lekki natłok postaci i sporo nowych nazw. Świat stworzony przez autorkę jest niby rzeczywisty, a jednak odstaje od współczesności. Po kilkudziesięciu stronach akcja nabiera rozpędu. Pojawiają się kolejne postacie, kolejne wątki i nagle stop! 

Z czasem bohaterowie spotkali się dosłownie w jednym miejscu. W miejscu, które zatrzymało także i czas powieści. Dom Sabatu, bo o nim mowa, spełnił funkcję wprowadzenia w akcję książki. Dalia w rozmowach z grupą Zaklinaczy stara się ich poznać, przypomnieć sobie przeszłość. Ma temu pomóc także i rytuał regresji. O ile rytuał coś tam pomaga, tak pozostali bohaterowie niekoniecznie. Odnośnie bohaterów to po prostu są. Jakoś nie potrafiłem polubić Dalii czy Teowoja. Przeciwnie do Nikoliny – Zaklinaczki, która pomaga Dalii odzyskać pamięć z poprzednich wcieleń. Odznacza się ogromną wiedzą, umiejętnościami i spokojem. Mimo skąpego opisu tej postaci, potrafi przykuć uwagę. 

O czym ty do mnie mówisz?

Dialogi mało co wnoszą do treści. Bardzo często są przerywane opisami wykonywanych właśnie przez daną postać czynnościami, czasem przywołują strzępki pamięci Dalii. Najczęściej jest to jednak jałowa wymiana zdań i poleceń. Bardzo często przerwany opisem dialog nie jest kontynuowany. W tych momentach akcja zupełnie się zatrzymuje. W siedzibie Sabatu Zaklinacze starają się opanować ogarniające ich żądze mordu, przygotowują posiłki według rozdzielonych dyżurów, czytają książki zgłębiając wiedzę oraz wstrzymują akcję.

Mam wrażenie, że nie tylko Dalia cierpi na amnezję. Wątki rozmów czasami wracają do tego samego miejsca, tematu. Zwłaszcza między Dalią a jedną z Zaklinaczek. To tak, jakby niechcący kartki książki przewróciły się same o kilkanaście stron.

Na Swaroga, pijmy zioła!

Wątki powieści „słowiańskiej” jakie udało mi się namierzyć w „Północnym Sabacie” to jedynie stylizowane imiona bohaterów np. Teowoj oraz sporadycznie rzucane okrzyki „Na Welesa!”. No, chyba, że można także podciągnąć pod temat słowiańskości miejsce wykopalisk na Ślęży, czy szeroko stosowane zioła, z których Nikolina przygotowuje dwa sztandarowe i używane w ilościach przemysłowych wyciągi magiczne. 

Pomysł świetny, ale…

Sama konstrukcja tematu jest ciekawa i może wciągać czytelnika, bo pomysł z Sabatem, klątwą, Łowcą i tajemniczym Przymierzem stanowi ciekawy zaczątek. Gdyby tylko akcja chciała toczyć się naturalnym rozpędem i postacie potrafiły przywiązać do siebie czytającego. Pomijając „hamulce” w powieści, spokojnie można by uciąć ze 150 stron. Nie wszystko musi zostać przedstawione tak, jak w scenariuszu do ekranizacji. Warto postawić na wyobraźnię odbiorcy.

Możliwe, że egzemplarz recenzencki, jaki otrzymaliśmy, jest jeszcze przed redakcją i przed korektą. W sumie do premiery troszkę dni zostało. „Północny Sabat” to prawdopodobnie debiut. Może warto jednak poczekać z premierą i dopracować warsztat, bo temat jest zaiste zacny. Zwłaszcza, że na końcu książki widnieje spory napis „Koniec części pierwszej”.
Okładka książki “Północny sabat”.

Książkę można zakupić na stronie wydawcy (premiera 29.09.2021): KUP KSIĄŻKĘ

Autor artykułu: Marcin Patela
Korekta: Adrianna Patela
W ramach iSAP – Słowiańska Agencja Prasowa
CC BY- SA 3.0